poniedziałek, 29 października 2012

Zima znów zaskoczyła drogowców



Podróż, która powinna zająć mi zająć dwadzieścia pięć minut zajęła czterdzieści. Dwa przystanki w ścisłym centrum przejechałam w dwadzieścia minut. Byłam kilkadziesiąt metrów od przystanku, kiedy zajeżdżał mój autobus. Poszłam na następny przystanek, oddalony o dziesięć minut. Nie dogonił mnie. 

Gigantyczne korki były nie tylko w centrum i nie tylko w godzinach szczytu. Ciężko było mi dostać się do domu o godzinie osiemnastej. A na LSM - ach wysiadła sygnalizacja świetlna. Czyżby zima tym razem zaskoczyła samorządowców? Miła odmiana. Tym bardziej, że w okolicach Leclerca samochody jechały na tyle wolno, że mogłam od razu przejść przez przejście bez kilkuminutowego czekania.

Niestety, nie znalazłam artykułów o tytule takim samym jak tytuł posta. A szkoda. Zrobiłam przegląd kilku największych gazet na Lubelszczyźnie i najbardziej zbliżonym tytułem jest "Na Lubelszczyźnie znów pada śnieg. W Lublinie są korki. Będzie ślisko". Nie mogę sobie pokpić z dziennikarzy. Chyba nawet oni zauważyli trwające od dłuższego czasu drwiny w Internetach. Jeszcze w zeszłym roku takie nagłówki krzyczały z większości gazet, trzymając się wieloletniej tradycji. Czyżby ktoś zaczął brać wreszcie pod uwagę głos mitycznych internautów?

Gdyby nie fakt, że moje zatoki kiepsko znoszą chłód i trochę mi się spieszyło zrobiłabym sobie godzinny spacer z centrum do domu. Lubiłam tak robić wraz z początkiem zimy w ubiegłych latach. Zazwyczaj idąc z kimś bliskim, drwiąc z kierowców spalających miliard litrów benzyny w korkach, przemieszczając się szybciej niż autobusy i radośnie rzucając śnieżkami. Szkoda, że dzisiaj wracałam do domu sama. Z kimś ta podróż byłaby zabawniejsza.

I czekam tylko na koksowniki ze zdjęcia. Ogrzewanie się przy nich wraz z czekającymi pasażerami daje pewne poczucie wspólnoty. Jedziemy na tym samym wózku, zamarzamy przy temperaturze ujemnej i czerpiemy z tego samego, śmierdzącego źródła ciepła. Niektórzy się nawet uśmiechają. Przestają udawać, że nie dostrzegają kilkudziesięciu osób dookoła, zakopują topór wojenny ze światem i zdobywają się na mały, pozornie nic nie znaczący uśmiech, który dla kogoś może być jedynym w ciągu dnia. Dla kogoś taki uśmiech może coś znaczyć, może znaczyć bardzo wiele, zapamiętaj to sobie. Dlaczego ludzie się już do siebie nie uśmiechają? Ja się uśmiecham. I niech mają mnie za wariatkę, która wychodzi poza kanon ignorowania wszystkich wokół siebie, obalającą mit ulicznego egocentryzmu. Lubię wchodzić w te krótkie interakcje z otoczeniem. Te uśmiechy sprawiają, że wierzę w ludzi. Ludzie są fajni. To tylko świat ich trochę popsuł. 

1 komentarz:

  1. Tutaj w Paryżu na razie zima nie daje o sobie znać. I jakże się z tego cieszę! Nie lubię śniegu, tego błotka, które po nim zostaje i towarzyszącej mu ponurej pogody i szarych chmur.
    Co do uśmiechów - też lubię je posyłać. Zwłaszcza, kiedy mam bardzo bardzo dobry humor i aż promienieję energią . Szkoda tylko, że ludzie chwilami reagują na nie w bardzo zimny sposób. Co z drugiej strony wcale mi nie przeszkadza - gorzej dla nich, ja wciąż się uśmiecham.:)

    Aniołak

    OdpowiedzUsuń