czwartek, 31 stycznia 2013

Eye Shelter Tattoo




Dzisiaj mija sześć dni od zrobienia tatuażu. Bardzo ładnie się goi, nie boli, nie swędzi. Od wczoraj nie smaruję już zbawiennym Alantanem z panthenolem, który uchronił mnie przed konsekwencjami tatuowania się. Zaniepokoiła mnie tylko schodząca skóra, ale zdarzyło się to tylko raz i mój pik wygląda coraz ładniej.

Kiciputek założyła fan page'a, gdzie prezentuje dziary, które wykonują z Danielem, jej mężczyzną. Razem z M. polecamy ich działalność. Są bardzo profesjonalni, pomogli nam ogarnąć projekty i nie złościli się, że przyszliśmy bez. Słuchali cierpliwie moich jęków, a teraz cierpliwie słuchają moich niekończących się pytań. Jedna igła = jeden tatuaż, więc nie ma możliwości zarażenia się wirusem HIV.

środa, 30 stycznia 2013

Nikt nie uczy nas pocieszać


Polecam czytać z muzyką, przy której to pisałam, a którą ładnie wkomponowałam w powyższy obrazek. Wystarczy najechać kursorem i kliknąć odpowiednią opcję.

Styczeń, miesiąc żalu i tęsknoty, dobiega końca.
Nie wiem, czy to my dorastamy, czy to świat wokół zmusza nas do podejmowania poważnych kroków. Ostatnio zbyt wiele osób cierpi w konsekwencji swojej, bądź czyjejś decyzji, która często jest tą nieodwracalną. Nie wszystko da się zmienić, nie wszystko da się odzyskać. Nie można wcisnąć backspace, control + z, nie możemy się cofnąć do save'a i powtórzyć tej planszy jeszcze raz. I od nowa, od nowa, od nowa, aż w końcu nam się uda. W prawdziwym życiu nie ma miejsca na niektóre pomyłki. Tak łatwo nam o tym zapomnieć w erze komputeryzacji społeczeństwa, kiedy bliżej nam do siebie na Facebooku niż na ławeczce pod blokiem.

Jakie jest lekarstwo na złamane serce? Co może ukoić ból po utracie? Co pomaga zapomnieć o cierpieniu? Podobno świeże powietrze, hektolitry herbaty, alkoholu i papierosy. Autodestrukcja, wysiłek fizyczny, znalezienie sobie kogoś na zastępstwo, znalezienie sobie hobby i zajęcie się czymś tak, by nie móc myśleć. Ponoć tylko czas leczy rany. W sumie cóż innego jak oswojenie się z tą nowo zastaną, niechcianą sytuacją? A do tego niestety trzeba czasu. Chociaż czasem i jego nie wystarcza.

niedziela, 27 stycznia 2013

Efekt motyla



Czasem zdarzają się takie decyzje - te spontaniczne, bądź pozornie przemyślane - które odmieniają życie. Początkowo ciężko stwierdzić dokąd nas zaprowadzą, ale wierzę w przeznaczenie. Wierzę, że wszystko jest po coś i nawet pozornie najgłupsza decyzja w moim życiu prowadzi mnie tam, gdzie powinnam się znaleźć.

A może po prostu szukam usprawiedliwienia dla głupot robionych pod wpływem zmian hormonalnych, które definiują mój stan umysłu każdego dnia cyklu? Może. Przyjemniej odciążyć się z odpowiedzialności i wierzyć, że wszystko ma sens, nie będąc jednocześnie obarczoną odprawianiem skomplikowanych rytuałów i przestrzeganiem dziwnych zasad, nie mających odzwierciedlenia w moim stylu życia.

Wydarzenia ostatnich kilku tygodni zmieniły nas. Podjęliśmy kilka decyzji. Kilka odroczyliśmy, by zastanowić się nad nimi w chwilach większej poczytalności. Jedną z tych, które podjęliśmy nie całkiem spontanicznie i prawie przemyślanie było zrobienie sobie tatuaży.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Mniej niż jeden

Źródło
Poświęciłam mnóstwo cennego czasu na zbieranie materiałów, zaświadczeń, próbek twórczości i innych wymaganych rzeczy do wniosku o stypendium artystyczne. Przeczytałam uważnie regulamin, zasięgnęłam rady koleżanki, która w ubiegłym roku była w komisji socjalnej przyznającej stypendia, złożyłam wniosek w terminie w odpowiednim dziekanacie i po dwóch miesiącach okazało się, że stypendium nie otrzymałam. Nadszarpnęło to nieco moje poczucie własnej wartości, bo wydawało mi się, że mam spore szanse. Było mi przykro aż do dzisiaj. Teraz jestem zwyczajnie poirytowana i rozczarowana głupotą mojej uczelni.

"Ustalona zgodnie z Regulaminem liczna uprawnionych do stypendium wynosi mniej niż jeden, w związku z czym żaden z wnioskodawców nie może otrzymać stypendium."

To naprawdę bardzo MIŁE ze strony osób odpowiedzialnych za rozdzielanie stypendiów, że nie poinformowali wcześniej, że jest za mało studentów na filologii romańskiej, aby ktokolwiek mógł ubiegać się o stypendium. Lepiej dać nadzieję kilkudziesięciu osobom (czy ilu tam próbowało), analizować wnioski i zadrukować mnóstwo papieru z decyzją odmowną. Niech żyje uczelniana biurokracja!

Zostałam zdemotywowana. Nie uczę się i nie działam dla pieniędzy, ale fakt, że moja działalność oraz starania mogą zostać nagrodzone sprawiał, że czułam się doceniana i traktowana indywidualnie. Cieszyłam się, że to, co robię może spotkać się z wyróżnieniem w postaci pieniędzy od uczelni i że dzięki temu nie musiałabym pracować, tylko mogłabym poświęcić się swoim pasjom. Szkoda, że okazało się, że jak zwykle musiały zwyciężyć niedostosowane do studenckich realiów regulaminy oraz słaby przepływ informacji.

Po co tworzy się stypendia, których nie można otrzymać? Po co tworzy się regulamin, który nie jest uniwersalny i powoduje wykluczenie części studentów? Po co wprowadza się w błąd i daje nadzieję, skoro od razu wiadomo, że przyznanie będzie niemożliwe?
Absurd goni absurd. Szkoda tylko, że kosztem studentów.

niedziela, 20 stycznia 2013

Lojalność

 
Karol, sześcioletni siostrzeniec M. nauczył się dzisiaj słowa "lojalność".
M.: Kto jest głupszy, ja czy Agata?
Karol: Ty.

Przynajmniej Karol mnie kocha, w przeciwieństwie do mojej uczelni.

środa, 16 stycznia 2013

Chwile jak mydlane bańki

Panie i panowie przedstawiam pierwszy film stworzony w moim nowym, ulubionym programie do montażu filmów Corel VideoStudio Pro X4. Do tej pory męczyłam się z instalowaniem kolejnych wersji trial. Szczęśliwie tata sprezentował mi legalne oprogramowanie, dzięki któremu mogę realizować się twórczo. 

Przed wakacjami obiecałam sobie, że będę filmować w każdej wolnej chwili, a pod koniec zmontuję filmik na pamiątkę. Brak programu (i czysta nienawiść do wersji trial) uniemożliwił mi zrealizowanie postanowienia, ale teraz, w połowie stycznia, mogę ogrzać się wakacyjnymi wspomnieniami.

Montaż w Corelu to czysta przyjemność. Jak zaczęłam to nie mogłam się oderwać kilka godzin zachwycając się językiem polskim (który jest rzadkością w trialach), intuicyjnością programu, prostą obsługą i świetnym podglądem, który nie ciął się na każdej klatce. Wiele opcji jeszcze nie odkryłam, ale wszystko przede mną - na razie takie proste sklejenie filmików bez nakładania większej ilości efektów.


wtorek, 15 stycznia 2013

Świąt gąbki i ludwika

Dwa dni zajęło mi przekonanie się, że stanie na zmywaku to nie jest moje wymarzone zajęcie, bo do tego została sprowadzona moja praca w charakterze baristy. Kręgosłup prawie mi wysiadł od nachylania się nad głębokim zlewem, dowiedziałam się jaki charakter ma umowa i za co jest potrącana, i tak już niska, stawka godzinowa. Niestety za zbyt wiele rzeczy, by można było tego uniknąć.

Magiczny świat kawy zamienił się w brudny świat pociętych na paski gąbek i ludwika. Zmywanie naczyń kwadratową gąbką o objętości jednego centymetra sześciennego do najprzyjemniejszych nie należy, a przecież nikt tam już zatrudniony, nie będący jak ja na bezpłatnym szkoleniu, nie ruszy się do zrobienia tego sam z siebie. Nie lubię pracować w stresie i w biegu, a w takiej pracy wszystko trzeba robić naraz i to jak najszybciej. Przez dwa dni wracałam do domu tak wykończona, że nie byłam w stanie się wziąć za nic innego. A pracując i studiując trzeba zachować balans, szczególnie ze względu na zbliżającą się sesję. I szczególnie jak się robi dwie specjalizacje.

Castorama wysoko postawiła poprzeczkę, zarówno pod względem płacy, współpracowników, kierownictwa jak i obowiązków. Nie wiem, czy prędko uda mi się znaleźć coś chociaż zbliżonego. Jak na razie brakuje mi motywacji, chyba sobie odpuszczę do końca sesji, a później zacznę szukać od nowa.

sobota, 12 stycznia 2013

Un Arabica noir et bien corsé


źródło
Od kilku miesięcy obracam się w towarzystwie miłośników kawy. Sama nie pałałam do niej szczególną sympatią - w domu mi nie smakowała bez dłuższego przyrządzenia, któremu zwykle towarzyszyły jęki rodziny "i po co brudzić tyle naczyń dla jednej kawy?". Wprawdzie opanowałam przyrządzanie podstawowych rodzajów kaw w warunkach domowych, ale raczej nie często zdarzało mi się ją pić. Podczas tygodnia spędzonego we Włoszech, którego mieszkańcy mają bardzo wysoko rozwiniętą kulturę picia kawy też się do niej nie przekonałam, a osławioną lavazzę piłam głównie w wersji gorącej czekolady.

środa, 2 stycznia 2013

Noworoczne postanowienia

 
źródło: screen z e11/12 s8 How i met your mother
Rok 2012 kończę z obejrzanymi wszystkimi sezonami How i met your mother, nabytą aspołecznością, świadomością tego, jakie papierosy są złe i jakąś dziwną siłą do zmian i działania, której pochodzenie jest dla mnie zagadką.

W 2012 roku przekonałam się, że, wbrew temu co przyniósł rok 2011, miłość nie jest lekarstwem na wszystko, co nie powinno mnie szczególnie zaskoczyć. Ale i tak zaskoczyło. Zaskoczyło mnie też wiele innych rzeczy, które są podstawą do wyszczególnienia noworocznych postanowień.