Dzisiaj mija sześć dni od zrobienia tatuażu. Bardzo ładnie się goi, nie boli, nie swędzi. Od wczoraj nie smaruję już zbawiennym Alantanem z panthenolem, który uchronił mnie przed konsekwencjami tatuowania się. Zaniepokoiła mnie tylko schodząca skóra, ale zdarzyło się to tylko raz i mój pik wygląda coraz ładniej.
Kiciputek założyła fan page'a,
gdzie prezentuje dziary, które wykonują z Danielem, jej
mężczyzną. Razem z M. polecamy ich działalność. Są bardzo profesjonalni,
pomogli nam ogarnąć projekty i nie złościli się, że przyszliśmy bez. Słuchali cierpliwie moich jęków, a teraz cierpliwie słuchają moich
niekończących się pytań. Jedna igła = jeden tatuaż, więc nie ma możliwości zarażenia
się wirusem HIV.


A także wirusem żółtaczki ;) i kilkoma innymi równie nieciekawymi. Wymienne są też łopatki, a cały sprzęt regularnie dezynfekowany. Dzięki, że o tym wspomniałaś!
OdpowiedzUsuńNie niepokój się schodzącą skórą, łuszczenie się to naturalny proces gojenia. Faktycznie zagoiło się bardzo ładnie.
czytałam gdzieś ostatnio, że nie ma ani jednego udokumentowanego przypadku zarażenia wirusem HIV w wyniku tatuowania. ;)
OdpowiedzUsuńA podesłałabyś jakiegoś linka? Sprawdziłam teraz na stronie krajowego centrum ds AIDS i jest podany jeden przypadek udokumentowany. Konkretnie w tym pliku: aids.gov.pl/files/wiedza/2-krew-09.pdf rozdział 2.5
UsuńZarażenie się wirusem HIV przez kontakt z krwią nosiciela jest wbrew pozorom bardzo trudne - trzeba sporo takiej krwi przelać, żeby się zarazić. Największym problemem przy tatuowaniu jest kwestia wirusa żółtaczki i zakażeń, które wdają się przy gojeniu.
Usuń