Polecam czytać z muzyką, przy której to pisałam, a którą ładnie wkomponowałam w powyższy obrazek. Wystarczy najechać kursorem i kliknąć odpowiednią opcję.
Styczeń, miesiąc żalu i tęsknoty, dobiega końca.
Nie wiem, czy to my dorastamy, czy to świat wokół zmusza nas do podejmowania poważnych kroków. Ostatnio zbyt wiele osób cierpi w konsekwencji swojej, bądź czyjejś decyzji, która często jest tą nieodwracalną. Nie wszystko da się zmienić, nie wszystko da się odzyskać. Nie można wcisnąć backspace, control + z, nie możemy się cofnąć do save'a i powtórzyć tej planszy jeszcze raz. I od nowa, od nowa, od nowa, aż w końcu nam się uda. W prawdziwym życiu nie ma miejsca na niektóre pomyłki. Tak łatwo nam o tym zapomnieć w erze komputeryzacji społeczeństwa, kiedy bliżej nam do siebie na Facebooku niż na ławeczce pod blokiem.
Jakie jest lekarstwo na złamane serce? Co może ukoić ból po utracie? Co pomaga zapomnieć o cierpieniu? Podobno świeże powietrze, hektolitry herbaty, alkoholu i papierosy. Autodestrukcja, wysiłek fizyczny, znalezienie sobie kogoś na zastępstwo, znalezienie sobie hobby i zajęcie się czymś tak, by nie móc myśleć. Ponoć tylko czas leczy rany. W sumie cóż innego jak oswojenie się z tą nowo zastaną, niechcianą sytuacją? A do tego niestety trzeba czasu. Chociaż czasem i jego nie wystarcza.
Jak pocieszać osoby, którym skończył się świat? Dla których nastała ciemność, a jedynym pragnieniem jest zasnąć w śniegu i nigdy się nie obudzić? Jak przywrócić nadzieję tam, gdzie właśnie została ona odebrana? Jak tchnąć wiarę w szczęśliwe czasy, skoro zaledwie chwilę temu odeszły? Jak wypełnić pustkę po osobie, którą się kochało?
Nikt nie uczy nas pocieszać po odejściu drugiej osoby, nieważne, czy ona żyje, czy nie. Nikt nie uczy nas jakich słów używać, by ukoić cierpienie, jakim patrzeć wzrokiem i w jaki sposób przytulać. Wiemy jak ukoić ból fizyczny. Jak ukołysać dziecko, które przybiega ze zdartymi kolanami i łokciami od zbyt intensywnego wspinania się po drzewach. Jaką tabletkę podać na ból głowy. Jak zrobić masaż serca w przypadku zawału. Jak opatrzyć łokieć, głowę. Przeszliśmy kurs pierwszej pomocy na lekcjach przysposobienia obronnego. Dlaczego nie przeszliśmy kursu pomocy tym, których bólu nie da się ukoić tabletkami bez recepty? Dlaczego nie rozmawiamy o sposobach pocieszania po odejściu? Dlaczego śmierć jest dalej czymś na tyle egzotycznym, że nie wiemy jak się zachować? Każdego z nas w końcu ona czeka. Ludzie rodzą się i umierają. Ludzie schodzą się i rozchodzą. W jednej chwili są ze sobą tak blisko, że zdaje się, że bardziej się już nie da. Wiedzą o sobie wszystko, znają swój każdy pieprzyk, każdą zmarszczkę. A chwilę później nie mogą nawet zamienić ze sobą słowa. W grę nie wchodzi nawet niedbałe "cześć", kiedyś będące codziennością. Teraz daliby się pokroić, by zobaczyć te usta, te tak doskonale znane usta, nie tylko na zdjęciu i wiedzieć, że uśmiechają się właśnie do nich.
Skąd ludzie, którzy zdaję się, że mają pocieszanie we krwi, biorą tę siłę, biorą te umiejętności? Skąd wiedzą, że to, co mówią jest właściwe? Że właśnie to pomoże? Skąd brać wzorce? Uczymy się zachowań społecznych z życia, z doświadczeń swoich i znajomych. Naśladujemy bohaterów filmów i książek, którzy według narratora zawsze robią wszystko właściwie. Używamy kwestii, które artyści wkładają nam w usta. Wciąż nienaturalnie brzmiące "przykro mi" weszło nam już tak w krew, że potrafimy go używać prawie z przekonaniem. Prawie wierzymy, że to wszystko dzieje się naprawdę, że po powrocie do domu problem się nie skończy i nie włączymy innego filmu. Prawie wierzymy, że to jałowe "przykro mi" cokolwiek komuś da. Że spuszczenie wzroku nie jest kolejnym ciosem w to i tak poranione serce.
A ta jałowość, znieczulica i kompletna obojętność wobec rzeczywistości będą zbawieniem dla krwawiącego, ściśniętego z żalu serca. I dla ludzi, którzy nie wiedzą, jak to biedne serce opatrzyć. Ale to dopiero początek. Początek procesu, który trwa niemal wieczność i zdaje się, że zakończyć może go tylko cud.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz