poniedziałek, 11 marca 2013

Igrzyska śmierci - recenzja trylogii



Pierwsza seria, która skłoniła mnie do przeczytania e - booka na komputerze oraz na smartfonie (nie miałam czasu pojechać do przyjaciółki po trzecią część, a dwie pierwsze przeczytałam za szybko), wyjęła kilka dni z życia, zagościła w moich snach i pozostawiła ogromny niedosyt. 

Główna bohaterka, Katniss, jest irytującą nastolatką, nieumiejącą panować nad emocjami, przez całą książkę idealizowaną przez bohaterów. Wszystko jej się udaje. Mimo trudnego charakteru wielokrotnie pada zdanie (któremu zazwyczaj towarzyszy westchnienie) "ona nie zdaje sobie sprawy z tego, jak działa na ludzi". Faktycznie nie zdaje. Jest odważna, ale głupia. Podatna na manipulację. Niezwykle silna i odpowiedzialna tylko wtedy, kiedy chodzi o czyjeś dobro, a nie swoje. I nad tą odpowiedzialnością też można by polemizować.

Bohaterka osadzona jest w solidnie zbudowanym świecie - i to jest najmocniejszy atut powieści. Świat, który znamy, został zniszczony przez kataklizmy i na ziemiach Ameryki Północnej powstał kraj Panem, którego serce znajduje się w Kapitolu - futurystycznym mieście rządzonym według zasady panem et circenses - chleb i igrzyska. Chleba i igrzysk dostarczają dystrykty, których jest dwanaście i każdy z nich zajmuje się osobnymi gałęziami gospodarki. Co roku dostarcza również dwóch trybutów, chłopca i dziewczynkę w wieku od 12 do 18 lat do udziału w Głodowych Igrzyskach, podczas których walczą między sobą na śmierć i życie na specjalnie przygotowanych arenach, pod okiem kamer i sztabu specjalistów telewizyjnych, co jest karą za wzniecone siedemdziesiąt pięć lat wcześniej powstanie.


źródło

Klimat książki jest niepokojący. Życie bohaterów w niewielkim stopniu zależy od nich. Są marionetkami w rękach silniejszych od nich - prezydenta, specjalistów telewizyjnych, organizatora igrzysk, nawet stylistów odpowiedzialnych za ich wygląd. Rzadko kiedy zdarza im się o czymś zdecydować, a kiedy już podejmują jakieś decyzje to pod presją sytuacji i ku uciesze widzów. Ten proces manipulacji i próby uwolnienia się od niego, by móc decydować o własnym życiu jest jednym z najważniejszych wątków w książce. Stopniowo brak decyzyjności prowadzi główną bohaterkę do coraz większej depresji, co najlepiej ukazuje ostatnia część Kosogłos, w której Katniss walczy o możliwość zdecydowania o czymkolwiek, mimo uświadomienia sobie, że jej życie i zdanie znaczy tyle, ile może korzyści przynieść kolejnym osobom, od których jest uzależniona.

Nie umiem ocenić, czy lepsza w przypadku powieści byłaby narracja trzecioosobowa. Świat widziany oczami Katniss jest światem prostej dziewczyny uwikłanej w skomplikowany świat polityki nakręcanej przez show biznes. Mimo że jednym z głównych wątków jest wątek miłosny, nie poświęca wiele czasu swoim sercowym rozterkom. Odnoszę wrażenie, że odpycha od siebie myśli o miłości i zostawia je na lepsze czasy, które mogą nie nadejść. Jest zagubiona i nie odnajduje się dobrze w sytuacjach romantycznych. Zmusza się do nich pod okiem kamer i próbuje sprostać oczekiwaniom innych.

Co mnie zdziwiło? Brak happy endu. W pewnym stopniu walka, którą toczy Katniss dobiega końca. Ale nigdy nie przestają nawiedzać ją demony przeszłości, jest niestabilna i nic nie wraca do normy. Wszystko, co kochała zostało zniszczone albo zmienione w znacznym stopniu. Koniec jest smutny - pokazuje jakie zniszczenia niesie wojna, głównie w sercach i umysłach przeciętnych ludzi wplątanych w nią wbrew swojej woli.

 

Bogactwo świata przedstawionego, realność, proces manipulacji oraz kontrast między niewolniczymi dystryktami, a bogatym Kapitolem są mocnymi stronami trylogii. Czyta się ją bardzo szybko - Katniss nie jest typem romantyczki i obserwatorki, swoje wrażenia przedstawia w jak najprostszy, niemal żołnierski sposób. Powieść świetnie pokazuje, jakie są oczekiwania ludzi wobec współczesnej rozrywki, jak reżyserowana jest scena polityczna i w jaki sposób wpływa na masowego odbiorcę. Manipulowanie faktami, kreowanie wizerunku jest tutaj na porządku dziennym i dla bohaterów stanowi o "być albo nie być" - od popularności dosłownie zależy ich życie oraz niepodległość ich rodaków. 

Kolejnym przewijającym się dylematem jest moralność - jak bardzo można przekłamać rzeczywistość i ile można poświęcić dla celu, nieważne jak szczytnego? Jak być sobą w sytuacji, która zmusza do walki o przetrwanie? Jak brutalnych metod można użyć w dobrej wierze? "Postaram się im pokazać, że nie mają nade mną władzy. Ginąc, chcę pozostać sobą." mówi Peeta, drugi trybut z dystryktu dwunastego, w przeddzień igrzysk. Bohater cały czas stara się żyć w zgodzie z własnymi zasadami.  Nie chce zacząć myśleć oraz postępować w taki sam sposób jak organizatorzy igrzysk. Inne stanowisko reprezentuje Gale, przyjaciel Kaatnis z dzieciństwa, dla którego cel uświęca środki i moralność ma drugorzędne znaczenie.


— To wydaje się przekraczać pewne granice — mówię. — Więc wszystko jest dozwolone? — Obaj patrzą na mnie, B(...) z wahaniem, Gale niemal wrogo. — Nie ma żadnego podręcznika, w którym wyszczególniono by jakie działania przeciwko drugiemu człowiekowi mogłyby być nie do przyjęcia?
         — Oczywiście, że jest. B(...) i ja stosujemy ten sam podręcznik, z którego korzystał prezydent Snow (...) - mówi Gale.
- "Kosogłos" Collins Suzanne

Książka zmusza do refleksji nad przeplatającą się rolą mediów i polityki oraz ich wpływem na jednostki, lokalne społeczności oraz interesy rządzących. Pokazuje podstawowe narzędzia wykorzystywane przez totalitarną władzę do utrzymywania ludu w ryzach w dużo bardziej ekstremalnej formie, niż spotykamy we współczesnym świecie. Porusza kwestię celebrytów jako produktów wykreowanych przez media dla własnych potrzeb. Zmusza do zastanowienia się dokąd zmierza nasz świat. Oprócz tego jest świetną książką akcji, dostarczającą rozrywki oraz wzruszeń na każdym etapie czytania. Mnie zachwyciła i chętnie będę do niej wracać.

3 komentarze:

  1. w podsumowaniu 2012 roku u siebie na blogu napisałam o tych książkach tak: " Igrzyska Śmierci, W pierścieniu ognia, Kosogłos - o ile dwie pierwsze książki były całkiem ciekawe, o tyle przebrnięcie trzeciej (czyli tej najbardziej chwalonej przez krytyków, recenzentów) było dla mnie bardziej koniecznością (to trylogia, więc nie mogłam przestać po dwóch częściach ;)) niż przyjemnością. Zaznaczyć należy, że nie jest to literatura najwyższych lotów (gdzieś ostatnio przeczytałam, że jednym z powodów zaniku czytelnictwa jest wmawianie sobie, że należy czytać wyłącznie Tołstoja i Mickiewicza), ale przyjemne (w przypadku dwóch pierwszych części) czytadło do poduszki. 3/10" i nie wyobrażam sobie, że mogłabym napisać tyle, co Ty. szukasz tutaj filozofii i "zmuszenia do zastanowienia się nad tym, gdzie zmierza ten świat", prawda jest taka, że to CZYTADŁO, a ludzie, którzy mogliby się konkretnie nad czymkolwiek pozastanawiać raczej takiej literatury nie tykają, to nie ten target. wątpię, żeby przedział wiekowy (większościowy), czytający IO zastanowił się nad tym, co tak naprawdę - jak zauważyłaś - było w tej książce ważne.

    OdpowiedzUsuń
  2. O rety, jacy bogowie prowadzili moją rękę, gdy klikałam na Twojego bloga? Nie wiem, ale jestem im wdzięczna :) Sama przeczytałam trylogię jakieś 2 tygodnie temu, zaczęłam pod przymusem koleżanki, ale szybko sama wyrywałam jej kolejne części. No i właśnie, większość opinii w sieci jest pisanych przez 12-latków albo dorosłych komentujących to, co tamci naprodukowali. Brakowało mi właśnie takie jak Twoja opinii, która tak bardzo zgadzałaby się z moją no i widziała w "Igrzyskach..." dużo więcej, niż pokazane jest na pierwszy rzut oka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się również, że nie jestem osamotniona w swoich przekonaniach :D.

      Usuń