sobota, 16 marca 2013

Tymczasowe jedzenie gleby w imię celów wyższych

 
"Albo ta studnia była bardzo głęboka, albo ona spadała bardzo powoli, bo lecąc w dół miała mnóstwo czasu, żeby się rozglądać i zastanawiać, co będzie dalej. Najpierw usiłowała spojrzeć w dół i zorientować się, co ją czeka, ale było zbyt ciemno, żeby coś dojrzeć; potem zaczęła się rozglądać po ścianach studni i spostrzegła, że są one pełne szaf i półek na książki; tu i ówdzie widziała obrazy i mapy wiszące na kołkach. W przelocie wzięła z którejś półki słoik z nalepką DŻEM POMARAŃCZOWY, ale ku jej wielkiemu rozczarowaniu okazał się pusty. Nie chciała go jednak upuścić, żeby kogoś tam na dole nie zabić, więc udało jej się odstawić go do którejś szafy, kiedy przelatywała obok. (...) W dół, w dół, w dół. Czy to spadanie nigdy się nie skończy?"
- Lewis Carroll Alicja w Krainie Czarów w przekładzie Roberta Stillera

Spadam. Razem z czekoladowymi muszelkami w porcelanowej miseczce dryfujemy w głąb króliczej nory goniąc tego białego z zegarkiem, kompletnie nas ignorującego. Chcę go znaleźć. Ustaliłam sobie za priorytet go dopaść. I teraz jestem w stanie zawieszenia, obserwuję te dziwne rzeczy wokół. Dzieją się jakieś sytuacje, sceny które mnie nie dotyczą. Wszystko się przewija jak w staromodnym filmie, a ja obserwuję to z ostatnich siedzeń w kinie machając ręką przed projektorem. Grudki ziemi sypią mi się do popcornu, ale to przecież chwilowe niedogodności. Tymczasowe jedzenie gleby w imię celów wyższych.

Trwam w stanie zawieszenia. Nie jest ani dobrze, ani źle. Nie sięgam nieba i nie mogę dotknąć ziemi. Na półkach nie ma pomarańczowego dżemu. Wokół krążą ludzkie historie, które usiłuję złapać, pieczołowicie kolekcjonuję i próbuję zachować w niezmienionym stanie. Widzę też swoje własne wspomnienia, przyczepione na taśmę, ukryte w białej kopercie ozdobionej rysunkami krabów i jeży. Chwytam je, odrywam pozostawiając białe dziury w ścianach w kolorze wymiocin, nadając temu wnętrzu jeszcze bardziej trywialny charakter, pozbawiając go resztek indywidualności.

Chyba prędzej dojadę taksówką do Chin niż pozbędę się wszystkiego, co mnie tu otacza, niż spakuję to, co jest mi potrzebne w dalszej drodze. Mogę zostawić wszystko tak jak jest, zignorować neonowe drogowskazy wskazujące na właściwość wyboru i skręt w odpowiednią stronę. Mogę przestać łapać się konarów i biernie pozwalać, by waliły mnie co raz po głowie. A mogę w końcu któryś złapać tak ostatecznie, wdrapać się po nim i iść dalej. Po czarno białej posadzce wprost na zieloną łąkę, za którą czynsz trzeba zapłacić dopiero po dwóch latach użytkowania.

2 komentarze:

  1. tajemnicze, ale jakże pięknie napisane..
    ściskam mocno Agatko:) trzymaj się ciepło:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :). Trzymaj się również :* Do zobaczenia na wydziale ^^

      Usuń