środa, 4 grudnia 2013

Stop trying to control everything and just let go

Podsumowanie moich relacji z otoczeniem. Ja na górze.


"Możliwe, że jestem i byłem wariatem,
 ale nie chcę zamieniać tego na żadną przytomność."
Stanisław Ignacy Witkiewicz


Nie wiesz czy to ty stoisz, czy to zagęszczone powietrze.  
Zabawna sprawa z tymi emocjami. Wszyscy ich pragną i wszyscy się ich boją - w szczególności słabości, która czasem bywa ich konsekwencją. Z jednej strony marzą o głębokich przeżyciach rodem z filmów, zaś z drugiej - unikają ich, wybierając rozsądną zwyczajność, dzięki której mogą kontrolować każdy aspekt swojego życia.

Wyobraź sobie, że jesteś teraz z osobą, którą dopiero co poznałeś. Może gdzieś na imprezie, może po wyjściu z kina, gdzie oboje byliście samotnie na filmie, nieważne. Zaiskrzyło. Trzymacie się za ręce na szczycie budynku jak w ostatniej scenie Fight Clubu i patrzycie na rozświetlone nocne miasto. Palicie papierosy, w żyłach przyjemnie szumi alkohol. Zaglądacie sobie w oczy, w których odbijają się światła ulicy, a na twarzach rozkwita ten uśmiech. Twarze przybliżają się. Powieki powoli odpadają.



Meanwhile w twojej głowie...
- A jak on chce mnie tylko przelecieć i zostawić?
- A jeśli ona ma nastukane w głowie?
- A jeśli się potkniemy i wypadniemy przez to okno?
- Mam na jutro na ósmą angielski / zaczynam pracę, a jeżeli coś teraz wyjdzie to pewnie nie zasnę i będę mieć ciężki dzień.
- A jeśli on / ona nie oddzwoni?
- A jeśli pomyśli, że jestem łatwa i w ten sposób zmarnuję szansę na fajny związek?

Co zrobisz? Dasz się ponieść chwili, która jest jedyna i niepowtarzalna, czy dasz się zamknąć w pułapce strachu przed bólem? 

Zwyczajność jest nudna. Być może właśnie dlatego nie potrafię przystosować się do oczekiwań innych i do otaczającej mnie rzeczywistości. Za bardzo kocham spontaniczność, adrenalinę. Za bardzo kocham przeżywać emocje. I chociaż wiele osób mówi mi, że na własne życzenie pakuję się w sytuacje, które potem przyprawiają mnie o ból, bądź problemy, to nie żałuję. Nie zamieniłabym ich na żadną bezpieczną rutynę, bo dzięki nim czuję, że żyję. Że jestem wolna, że świat jest wielką tajemnicą, którą odkrywamy każdego dnia, że jesteśmy tu i teraz, a o to, co będzie później, będziemy się martwić później.

Może i jestem niepoprawną optymistką. Może i żyję zbyt spontanicznie. Może i jestem mentalnym dzieciakiem, który nigdy nie dorośnie. Ale jeżeli dorosłość ma oznaczać pełną kontrolę nad życiem i zupełny brak przypadkowości, to zdecydowanie nie chcę w niej uczestniczyć. Bo, jak powiedział ktoś mądry (pozdro J :*), każde doświadczenie jakie nabędę, dobre czy złe, ma swoją wartość i jest mi potrzebne.

A zbieranie doświadczeń to jest coś, co kocham.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz