poniedziałek, 2 grudnia 2013

And dreams of paradise


Są takie miejsca, które zachwycają od razu i takie, które trzeba bliżej poznać, by się w nich zakochać. W przypadku Oslo była to miłość od pierwszego wejrzenia. I chociaż skoczyłyśmy tam z przyjaciółkami tylko na weekend, nie udało nam się zwiedzić prawie połowy zaplanowanych miejsc, a klimat zdecydowanie nie jest tym wymarzonym - chyba w żadnym miejscu na świecie nie czułam się tak blisko raju, jak właśnie w stolicy Norwegii.


Siedemset zdjęć zrobionych lustrzanką i ponad setka telefonami. Wielu poznanych ludzi i wiele wspomnień. A przede wszystkim uczucie permanentnego zachwytu, jaki towarzyszył na każdym kroku odkrywania miasta i brak jakichkolwiek słów, by opisać, jak bardzo urzekło mnie to miejsce.


Pierwszy wyjazd za granicę całkowicie zaplanowany przez nas same, bez wsparcia jakiegoś zewnętrznego podmiotu. Pierwszy wyjazd, gdzie plan całkowicie nie ma znaczenia, bo to, co będziemy robić zależy tylko i wyłącznie od nas. Pierwszy wyjazd, podczas którego spotkałam się z taką życzliwością ludzi. Pierwszy wyjazd z wyrzuconymi ze słownika słowami "pośpiech", "zmartwienie",  "brak energii". Pierwsze zaplanowane autostopowanie poza Polską (raz przypadkiem przez mojego pracodawcę we Francji). I pierwszy tej zimy śnieg, który sprawił, że Oslo wyglądało jeszcze bardziej magicznie.


W końcu odnalazłam miejsce, w którym mogłabym żyć. C'est une magie, n'est - ce pas?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz