środa, 31 lipca 2013

Fetes de Bayonne - święto Basków


Fetes de Bayonne - jedna z największych imprez tradycyjnych we Francji. Przez kilka dni Bayonne wygląda jak polskie ulice w czasie Euro - wszyscy są ubrani na biało - czerwono, co chwila słychać ten irytujący odgłos wuwuzeli, a alkohol leje się strumieniami.

Kim są Baskowie? To jeden z najstarszych ludów indoeuropejskich zamieszkujący obecny obszar południowej Francji i północnej Hiszpanii (Zatoka Biskajska). Na przestrzeni wieków ich historia była bardzo burzliwa, wypełniona walkami o autonomię i o uznanie ich odrębności. Aktualnie Baskowie cieszą się sporą wolnością. Jest coraz silniejsze parcie na pielęgnowanie tradycji - powstaje coraz więcej instytucji kulturalnych i oświatowych mających na celu rozwijanie języka, poszerzanie świadomości etnicznej etc.

Źródło

 

Fetes de Bayonne jest najlepszym przykładem tych działań - co roku miliony ludzi zjawia się w Bajonnie by wziąć udział w koncertach, pokazach tańców tradycyjnych, wystawach, degustacjach szynki bajońskiej (którą jem codziennie na przystawkę), flashmobach i innych atrakcjach. W powietrzu czuć atmosferę zabawy, a bawią się - jak widać na zdjęciach - ludzie z każdego pokolenia.

Żałuję, że na Fetes de Bayonne wybrałam się sama. Wprawdzie posłuchałam fajnego koncertu, podczas którego pogadałam sobie z miłym Francuzem, pozwiedzałam we własnym tempie miasto, zdążyłam się zgubić i odnaleźć oraz po raz kolejny poradziłam sobie w samotnej podróży po obcym kraju (brawo ja!), ale mimo wszystko jest to święto wyjątkowo społeczne. Nastawione na integrację, wspólną zabawę i spędzania czasu z innymi.

Koncert Asafa Avidana

Najfajniejsze odkrycie - nie tylko w Lubartowie jest popularne picie na nieczynnych torach. W okolicy opuszczonej trakcji młodzi Francuzi rozbijają sobie obóz na czas festiwalu. Namioty, grillowanie i wspólna integracja przy alkoholu na torach właśnie. Fajny, woodstockowy klimat.

To właśnie mi się podoba we Francji - nie ma zakazu picia alkoholu w miejscach publicznych. Młodzi ludzie siedzą sobie w parkach, na świeżym powietrzu kulturalnie rozpijając wódkę, czy opalając się przy piwie. I nikt im nie robi problemów, jest to widok zupełnie naturalny. Zresztą nie tylko młodzi - na koncercie na jednym z głównych placów, pierwszeństwo w piciu mieli starsi ludzie, delektujący się winem z kubeczków z nazwą miasta.

Jedno jest dosyć irytujące - we Francji są strasznie drogie przejazdy. Za busa z Bayonne do Arbonne zapłaciłam 7 euro, a odległość jest mniej więcej taka jak z Lublina do Świdnika. Mimo wszystko komfort jest nieporównywalny - mega wygodne, klimatyzowane autokary o jeszcze lepszym standardzie niż polskibus. J'aime beaucoup :). Do samego Bayonne na szczęście nie musiałam płacić. Wprawdzie razem z moim pracodawcą znaleźliśmy w internetach rozkład busów, ale już na przystanku okazało się, że jedyne busy jakie dziś jeżdżą to festiwalowe - była siedemnasta, a pierwszy odchodził dopiero o dziewiętnastej. Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, mój pracodawca był już przy ulicy i w mgnieniu oka złapał mi stopa, dogadał się z kierowcą, wsadził mnie do samochodu i życzył dobrej zabawy. Przez pięć minut byłam w kompletnym szoku. Zapaliłam papierosa, pogadałam chwilę z miłymi Francuzami i do końca podróży nie mogłam przestać się uśmiechać.

Fajnie jest.

PS. Mieszkam w Pays - Basque, regionie baskijskim - więcej do poczytania tutaj.
PS. 2 Zamieściłam zdjęcia ze strony internetowej festiwalu, bo inteligentnie nie naładowałam baterii w aparacie, o czym przekonałam się już na miejscu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz