wtorek, 16 lipca 2013

Jak smakuje dorosłość - Skins Fire


Skins - serial, na którym razem ze znajomymi uczyliśmy się angielskiego, nie mogąc doczekać się napisów do nowych odcinków. Serial, który bezpośrednio wpłynął na akceptację autodestrukcyjnego trybu życia, na klimat nieczynnego już Soundbaru, na styl życia tysięcy młodych ludzi. Manifest młodości. Kolorowych ubrań, narkotyków, seksualnej wolności, nastoletnich problemów, imprezowego stylu życia. Serial porusza problemy, które - przed jego powstaniem - w dyskursie społecznym były raczej marginalizowane. Chyba nie muszę dodawać, że był strzałem w dziesiątkę?


My dorośliśmy.  Bierzemy przyszłość we własne ręce. Jesteśmy popychani do bezpłatnych staży (jak to pięknie ujęła Magda - nowoczesnego niewolnictwa), praktyk i innych form aktywności, napędzani przez strach przed brakiem pracy, przed wypadnięciem z rynku. Przestaliśmy golić kolegom nogi na imprezach, a zamiast tego sen z powiek spędzają nam pieniądze, studia, dojrzałe relacje, które tak różnią się od tych nastoletnich. Wszystko się zmieniło.

W sezonie siódmym możemy przekonać się, jaką drogę obrali nasi bohaterowie. Naomi - stand up - owy komik w londyńskim barze opowiadająca o stanie swojego owłosienia, Emily na stażu w Nowym Jorku i w końcu Effy rozpoczynająca karierę w korporacji zajmującej się transakcjami finansowymi. Największą kontrowersję wzbudziła właśnie ta ostatnia. Symbol autodestrukcji drugiej generacji, osoba pozornie niczym się nie przejmująca, nie dopuszczająca nikogo do siebie zbyt blisko, zdawałoby się nie znająca ograniczeń w ćpaniu, alkoholu i seksie. Teraz, elegancka i poukładana, pnie się po szczeblach kariery, często stając przed wcześniej jej nieznanymi wyborami etycznymi.

Wiele osób oburza się w dyskusjach, że Effy straciła cały swój urok. Więc jeżeli spodziewaliście się powrotu królowej imprez to, niestety, w sezonie siódmym nie macie czego szukać. Elizabeth Stonem dorosła i odnalazła się w roli, moim zdaniem, dla niej najodpowiedniejszej. Ze swoim zamiłowaniem do adrenaliny i ryzyka oraz z jej umiejętnościami manipulacji innymi ludźmi świetnie pasuje do korporacyjnego światka. Podobno trzeba sięgnąć dna, by móc się odbić - w przypadku Effy sprawdza się to idealnie i odpowiednio podsumowuje jej osobowość. I, jak dla mnie, daje pewną nadzieję, że z niedojrzałych wyskoków się wyrasta, a młodzieńczy bunt jest tylko fazą, przez którą musi przejść każdy. W mniej, lub bardziej intensywny sposób.

W części drugiej Fire jest taka scena, kiedy szef Effy, będący jednocześnie jej kochankiem przychodzi do niej w odwiedziny podczas pobytu Emily w Londynie. Jedzą we czwórkę kolację, kiedy wznosi toast, za najbardziej poukładaną osobę, jaką zna - Effy. Podpita Naomi nawiązuje do ich nastoletnich czasów, sugerując, że nie zawsze była taka grzeczna, co wywołuje sprzeczkę. Scena ta świetnie podkreśla to, co obserwuję w swoim otoczeniu - swoistą nierównomierność w dorastaniu. Effy już wie, czego chce, Emily i Naomi wciąż szukają. Nie próbują na siłę wpasować się do świata i ram narzuconych przez społeczeństwo. Naomi jest zagubiona. Wcześniej bystra działaczka społeczna teraz swoje życie poświęca piciu i występowaniu jako słaby komik. Dochodzi też kwestia jej osobistej tragedii, która nie pozwala jej się pozbierać.

Mówiąc o Skinsach nie można nie wspomnieć o świetnej muzyce, która stanowi w pewien sposób wizytówkę serialu. Z każdym odcinkiem poszerzały się moje muzyczne horyzonty, dzięki promowaniu ciekawych artystów, niekoniecznie tych znanych. Tym razem prawdziwą bombą jest piosenka specjalnie nagrana na potrzeby serialu - Ellie Goulding - You, my everything. Niestety, w Spotify jeszcze niedostępna, więc gwałcę replay na Youtube.

Podsumowując - serial jest utrzymany w zupełnie innym duchu, niż dotychczas. Jest sentymentalnie, jest smutno. Ale tchnie nadzieję, o której już wspomniałam - że każdy w końcu znajdzie swoją życiową drogę i prędzej czy później poukłada swoje życie. To w jakiś sposób budujące.

2 komentarze:

  1. dopiero pod koniec zorientowałam się, że to ma być recenzja serialu, a nie wynurzenia na temat życia.

    być może to naiwne, a być może widzę takich ludzi dookoła siebie i stąd, ale wciąż wierzę, że można godnie żyć, pracować, nie zatracając ideałów. choć oczywiście do - dla mnie - utopijnego świata, w którym to rzeczywiście fakt ukończenia socjologii, a nie posiadanego wydzierganego penisa na czole, będzie miał wpływ na naszą przyszłość, jeszcze nam daleko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to raczej moje refleksje niż recenzja :D.

      Oczywiście, że można godnie żyć, pracować, nie zatracając ideałów - bardziej chodziło mi o to, że w wieku kilkunastu lat każdy jest popieprzony, co nie zmienia faktu, że z tego się wyrasta :). Znam mnóstwo takich osób, chociaż znam też mnóstwo osób, które z fazy skinsów będąc już na którymś roku studiów jeszcze nie wyrosły. Dorastanie jest,niestety, nierównomierne.

      Usuń