| Widok z okna |
Pierwsze dni są zawsze najtrudniejsze, szczególnie że jestem tu zupełnie sama - bez żadnych znajomych, bądź osób, które kiedykolwiek widziałam. Nie mam też żadnych współpracowników, którzy często są pociechą w pierwszych dniach. No wiecie, wspólne problemy, dzielenie się obowiązkami i tak dalej. W tym przypadku jestem zdana tylko i wyłącznie na siebie oraz na swoje umiejętności.
Plan dnia jest całkiem znośny. Jak na osobę zarabiającą minimum krajowe w Polsce w tydzień, nie mam szczególnie wiele do roboty. O dziewiątej muszę być już gotowa. Do obiadu sprzątam, po obiedzie mam dwie godziny wolnego, a popołudnie spędzam z moim podopiecznym. Rysujemy (a właściwie ja rysuję mu rodziny zwierzątek - wszystkie wyglądają jakby miały dałna i zaczęłam się poważnie zastanawiać nad moimi umiejętnościami manualnymi oraz sensem tego, że płacą mi za to, co robię), czytam mu bajki (kota w butach po francusku znam już niemal na pamięć), pływamy w basenie. Myję go, przebieram, karmię i pilnuję, żeby zasnął. Jest bardzo grzeczny i inteligentny - tylko raz zaczął marudzić przed pójściem pod prysznic, zamknęłyśmy go razem z jego mamą w pokoju, przez trzy minuty płakał po czym przyszedł mnie przeprosić. Ma obsesję na punkcie zwierząt i rodziny - muszę mu cały czas rysować rodziny zwierząt, mamę, tatę i dziecko albo dwa.
Dzisiaj przyjeżdża kolejna trójka dzieci razem z nianią oraz rodzicami. Z tego powodu musieliśmy zrobić małą przeprowadzkę - Timotee mieszka teraz ze mną w pokoju, z czego jest bardzo zadowolony, bo może eksploatować moją umiejętność czytania do woli. Wiążę się to też z tym, że mniej czasu spędzam w sypialni - przesiaduję więc na tarasie i wdycham świeże powietrze, co z pewnością jest dużo lepsze dla mojego zdrowia :).
Rodzina jest przemiła. W obecności tylu Francuzów jestem trochę onieśmielona, ale są w stosunku do mnie bardzo cierpliwi. Szczególnie kiedy zapominam słówek, lub muszę wtrącić jakieś wyrażenie po angielsku, bo nie znam francuskiego odpowiednika. Dziadek Timoteego, z którym cały czas się kontaktowałam przed przyjazdem, dba o to, żebym jadła. Cały czas pyta co lubię i uwzględnia to w przygotowaniu posiłków. Wszyscy są strasznie życzliwi. Tylko w przypadku Timotee nie mogę znaleźć za bardzo złotego środka - jego mama twierdzi, że wykorzystuje to, że jestem bardzo miła. Muszę być bardziej stanowcza. Ale jak być stanowczą dla blondwłosego aniołka o wielkich niebieskich oczach?
a w jakim wieku jest Timotee?
OdpowiedzUsuńoch to wszystko wydaję się być ciekawe:) zapewne radzisz sobie świetnie! miłego wyjazdu:) zdjęć wiecej prosze:)
buziaki
trzylatek :)
Usuń