| Lotnisko w Warszawie. |
Paryż przywitał mnie deszczem i mgłą. Razem z siedzącym obok mnie angielskim chłopcem wypatrywaliśmy w busie z Beauvais wieży Eiffla. Z niezrozumiałego dla mnie powodu wziął mnie za Francuzkę. Może dlatego, że po nieprzespanej nocy ledwo kontaktowałam i ciężko mi było skoncentrować się na skleceniu kilku poprawnych zdań po angielsku. A może dlatego, że w jego obecności rozmawiałam przez telefon po francusku. Kto go tam wie.
Paryż miał mnie przywitać słońcem, bagietkami i kawą oraz uroczym towarzystwem Kingi poznanej w internetach. Niestety, mój lot opóźnił się cztery godziny (cholerny Wizzair, chociaż ponoć i w Air France takie rzeczy zdarzają się dosyć często), w związku z czym wszystkie moje plany poszły w łeb. Wieżę Eiffla zobaczyłam przez mgłę, Luwr prześwitywał wśród innych budynków, jedynie la Defense udało mi się obejrzeć w pełnej okazałości. To by było na tyle z odkrywania uroków miasta palimpsestu, miasta, gdzie Oliveira poznał Magę i gdzie Julian Sorel podrywał arystokratki.
| Porte Maillot |
Wysiadłam na Porte Maillot, gdzie zgodził się na mnie poczekać kierowca znaleziony na wspólnych przejazdach. Spóźniłam się godzinę. Powitał mnie typowo po francusku, pocałunkami w oba policzki i odebrał ode mnie rzeczy. Towarzystwo w samochodzie okazało się całkiem sympatyczne, więc podczas dziesięciu godzin jazdy męczył mnie tylko brak prysznica, który po całonocnej podróży był mi niezbędny.
| Przeurocze współpasażerki |
Osiemset kilometrów samochodem osobowym - to mój osobisty rekord. Jestem zachwycona francuskimi autostradami, niesamowicie równymi i wydawałoby się że wyludnionymi - jedynie mijane co jakiś czas tiry świadczą o obecności innych kierowców na trasie. Inne samochody są praktycznie niezauważalne.
| Parapapapapa! |
We Francji nawet pracownicy McDonalda są seksowni. Zatrzymaliśmy się na postoju w Poitiers i postanowiłam spróbować tutejszego Wrapa - sprawdzam ich smak w każdym kraju, w którym jestem i jak do tej pory najlepsze były w Londynie. Zamówiłam colę i Ptit Wrapa, ale kelner mnie nie zrozumiał i przyniósł mi frytki. Przypomniałam mu, że zamówiłam co innego, speszył się, niesamowicie uroczo się uśmiechnął i te frytki dostałam na koszt firmy. Czasem dobrze być cudzoziemką o nieśmiałym, cichym głosie.
No i najlepsze wrapy są zdecydowanie we Francji.
Dojechaliśmy do Arbonne po pierwszej w nocy. Po dwudziestu czterech godzinach podróży z zaledwie krótkimi drzemkami w samochodzie i samolocie byłam tak wyczerpana, że ledwo miałam siłę się umyć.
Była to zdecydowanie najdłuższa, ale i najciekawsza podróż ever. W szczególności, że wszystko ogarnęłam zupełnie sama, a uwielbiam tę dumę, kiedy wszystko idzie zgodnie z planem.
Drugi dzień pracy:
- Wypalone papierosy: 0
- Bieganie: 1
- Słodkie napoje: 0
- Alkohol: 0
- Słowa wypowiedziane po polsku: 0
Mój mały, liczbowy motywator.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz