poniedziałek, 30 grudnia 2013

Nie zacznę ćwiczyć z Chodakowską



Wszyscy robią postanowienia noworoczne i podsumowania. Nie oszukujmy się. Z dniem pierwszego stycznia nie przejdziecie na dietę, a na siłownię będziecie chodzić najwyżej przez dwa tygodnie. Nie przestaniecie mniej pić, więcej pracować i poświęcać czasu rodzinie. Palenie samo się nie rzuci wraz z początkiem roku, a marzenia nie zaczną się same realizować. Bez silnego bodźca do działania żadna z tych rzeczy się nie zmieni - a nowy rok wcale czymś wyjątkowym nie jest. Jedynie okazją by napić się inaczej, w świetle fajerwerków i przy akompaniamencie gwiazd Polsatu.

W związku z tym pierwszy raz w życiu dam sobie spokój z błahymi postanowieniami, których i tak nie dotrzymam, na rzecz jednego, któremu towarzyszą silne bodźce zewnętrzne. Nauczyć się w rozsądek. Wrócić do równowagi, którą małymi kroczkami budowałam przez osiem miesięcy. Nie iść na kompromisy z własnym sumieniem. Nie przekraczać barier, których wewnętrznie nie chcę przekraczać. Nawet jeżeli w danej chwili wydają się być jak najbardziej właściwe. Mam dosyć szaleństwa, w które sama się wpędzam, tego całego autodestrukcyjnego gówna i wszystkich konsekwencji, które się z tym wiążą.

Nie zacznę być nagle poważna. Nie przestanę żyć w świecie Disneya. Nie rzucę palenia i nie będę ćwiczyć z Chodakowską. Ale zacznę konsekwentnie dążyć do celów, które wyznaczyłam sobie pod wpływem poważniejszych rzeczy, niż przesunięty czerwony krzyżyk w kalendarzu. By za rok móc z czystym sumieniem powiedzieć: osiągnęłam to, co sobie zaplanowałam. Bez względu na szerokość geograficzną, w której się znajdę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz