Literatura polska trudną rzeczą jest. Słowacki wielkim poetą był. Trudno nie zgodzić się z Gombrowiczem i jego "Ferdydurke" negującym polski sposób nauczania i wyśmiewający jego błędy.
Ale co zrobić, kiedy korzystanie ze streszczeń szczegółowych dostarcza więcej informacji, niż sama książka?
Na szczęście edukację szkolną mam już za sobą. Przygotowuję M. do egzaminu poprawkowego z języka polskiego w klasie drugiej liceum i stąd refleksja na temat stanu wiedzy przeciętnego ucznia klasy licealnej bez rozszerzonych lekcji języka polskiego.
Cóż, polski system edukacji kuleje od dawna, zniechęcając kolejne pokolenia polskiej młodzieży do czytania jakichkolwiek książek, skoro i tak nic z nich nie rozumieją... Też wszystkich nie czytałam. Przez "Pana Tadeusza" nie przebrnęłam. Nie zdążyłam. Polonistka miała zwyczaj informować nas maksymalnie tydzień przed rozpoczęciem omawiania jaki tytuł teraz będziemy przerabiać. W przypadku mniejszych pozycji ma to sens, jednak "Lalkę" oraz wspomnianą epopeję narodową tak może z miesiąc? Z translatorem z archaicznego na współczesny. Albo wspólnym omawianiem. "Na środę księga pierwsza". Chyba byłoby łatwiej, mylę się?
A przepraszam, zapomniałam. Podstawowe przedmioty obcinamy do minimum, by młodzież mogła się uczyć tego, co potrzebne na maturę. Nie ma czasu, z programem się nie wyrobimy. A na maturze mało prawdopodobnie, żeby się pojawił, to omówimy z grubsza i lecimy dalej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz