środa, 25 lipca 2012
Raport z oblężonego Tesco
Wybieramy się razem z M. nad morze. W ramach oszczędności miejsca w bagażu postanowiliśmy podzielić się branymi przez nas kosmetykami. M. miał wziąć szampon, coś do opalania, coś od komarów i tonik do twarzy. Wierzę, że wszyscy są zapominalscy i zawsze ktoś musi czegoś zapomnieć, więc nie liczyłam, że weźmie każdą z tych rzeczy, dlatego kiedy do mnie przyjechał i pokazał mi zawartość kosmetyczki byłam w lekkim szoku. Z dumą pokazał mi dwie buteleczki kosmetyków AVON Sun - nie wiedział która co zawiera, więc żeby nie wziąć złej, wziął obydwie. Samoopalacz i balsam po opalaniu.
W związku z brakami w naszym bagażu postanowiliśmy wybrać się w nocy przed wyjazdem do Tesco - przed nami dwanaście godzin podróży, więc uznaliśmy, że do piątej rano się przemęczymy i spać nie będziemy. I tak zazwyczaj rozmawiamy do trzeciej rano na Gadu - Gadu, więc dwie godziny dłużej nie zrobią nam różnicy.
Włożyliśmy do koszyka wszystko, co zbędne i niezbędne, po czym po godzinie skierowaliśmy się do kas, które, ku naszemu zdziwieniu, były zamknięte. Ochroniarz powiedział, że jest krótka przerwa i żebyśmy poczekali około piętnastu minut. Naszły nas mroczne wizje, że zostaniemy tu na zawsze, więc zaczęliśmy prowadzić dziennik.
00:45 Kasy zamknięte. Przerwa ma trwać jeszcze ok. 15 minut.
00:50 Znajdujemy krzesła w dziale "Finanse" i na nich siadamy.
00:55 M. znajduje mnóstwo toreb i plecaków na laptopy i wybieramy, który byłby dla mnie najlepszy.
00:56 Tańczę zumbę
01:00 Ktoś zza regału powiedział, że kasy są otwarte. Zaintrygowani ruszamy za głosem.
01:02 Pod kasami samoobsługowymi z resztą klientów. Wciąż zamknięte. Zwiedzamy dział w ubraniami dziecięcymi.
01:03 Ktoś pyta, kiedy otworzą kasy. Nie wiedzą. Awaria systemu.
01:04 Dokładamy do koszyka colę w puszce.
01:05 Ziewam.
01:06 Bierzemy jeszcze gumy Orbit wiśniowe.
01:10 Dzwoni mój brat S. z prośbą, by kupić mu żelki.
01:11 M. odkrywa, że padliśmy ofiarą manipulacji przetrzymywani w kolejce do nieczynnych kas samoobsługowych, które znajdują się w sąsiedztwie batoników, gum, słodyczy, cukierków oraz zimnych napojów. Nie chcą nas wypuścić, żebyśmy kupili jeszcze więcej rzeczy.
01:12 M. odkrył promocję na Oreo i chce koniecznie je kupić. Po chwili odkrył batoniki WW, smak dzieciństwa.
01:13 M. pyta, czy chcę batona, ale spotyka się z moją odmową. Proponuje również M&Msy. Jestem nieugięta.
01:14 Kasy migają na zielono. Poruszenie w kolekcje. Komunikat "Waga nie działa właściwie". Ludzie ruszyli. Znajdujemy swoją kasę i rozpoczynamy skanowanie.
01:24 Wciąż w kasie. Postanowiliśmy zapłacić 40zł w pięciogroszówkach. So much fun.
01:26 Wciąż wrzucamy. Wyrzuca nam z powrotem co trzecią monetę.
01:42 Wciąż wrzucamy.
01:59 Wciąż wrzucamy. Usypiam.
02:16 Spotykamy koleżankę, której opowiadamy naszą fascynującą przygodę życia.
02:30 Nucimy "Dzień długi jak węgorz". Udało nam się wrzucić wszystkie monety. Automat anulował operację i oddał nam pieniądze. W banknotach. Za namową troskliwej kasjerki, która podchodziła do nas co 5 minut sprawdzić jak sobie radzimy idziemy skorzystać z innej kasy.
02:33 Wciąż zwraca nam pięciogroszówki. Chyba wszystkie automaty mają na nie alergię.
02:34 Szczęśliwie kończymy zakupy. Kasa nas pogania, żebyśmy zabrali czym prędzej zakupy. Z jej strony to naprawdę bezczelność.
02:35 Ochroniarz żegna się z nami radośnie. Rozentuzjazmowani wreszcie możemy się napić wciąż zimnej coli po prawie półtorej godziny wrzucaniu monet do automatu.
03:00 Już w domu, dopakowujmy walizki i niedługo ruszamy.
Bez odbioru.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz