M. zdał poprawki i dzisiaj jego pierwszy dzień w klasie
maturalnej. Ja też chcę, ja też!
Zazdroszczę
przede wszystkim tego, że w liceum wszyscy się troszczą, często w pokrętny
sposób, ale jednak! Trzeba być naprawdę olewającym leniem, żeby nie zdać. Nauczyciel
zawsze daje kolejną szansę, trzeba tylko w odpowiedni sposób z nim rozmawiać
(kolejno rozmowy na poziomie: uczeń – nauczyciel, rodzic – nauczyciel,
wychowawca – nauczyciel, dyrekcja – nauczyciel).
Zazdroszczę w
miarę regularnych godzin chodzenia do szkoły, przerw, podczas których biega się
na papierosa za szkołę.
Zazdroszczę możliwości wyboru. Przez rok może zdecydować się
na jakiś rozsądny kierunek studiów, który pomoże mu w realizacji marzeń. Ja
wzięłam pierwszy z brzegu, nie zastanawiając się szczególnie przez całe liceum,
co chciałabym robić. Wybrałam dobrze, ale mogłam wybrać lepiej. Głupota boli
później.
A przede wszystkim zazdroszczę
atmosfery kupowania nowych książek, zeszytów i akcesoriów szkolnych. To
zawsze najfajniejsza część szkoły! Na następne takie zakupy mogę pójść co
najwyżej ze swoimi dziećmi, a do tego jeszcze mnóstwo czasu.
M. ma jeszcze rok. A żeby przez chwilę poczuć tę atmosferę
szkoły poprawiam w tym roku maturę. Tak dla siebie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz