piątek, 7 września 2012

Zaliczenie z gramatyki opisowej



 fot. ja. 2011

Próbowałam ostatnio kilkukrotnie dowiedzieć się, kiedy mam zaliczenie poprawkowe z gramatyki opisowej.
Wyjaśnijmy czym jest gramatyka opisowa:

Gramatyka opisowa zajmuje się opisem gramatycznych fenomenów językowych w zakresie odmiany poszczególnych części mowy oraz budowy zdania; w dalszej kolejności uwzględnia fonologię, słowotwórstwo, leksykę oraz semantykę.
Dla przeciętnego studenta romanistyki oznacza to, że nabędzie wiele bardzo przydatnych umiejętności, np. opis procesu dzielenia na sylaby.

Odpowiedź dostałam następnego dnia, czyli wczoraj. „Zapraszam we wtorek”. Tak, najbliższy. Czyli mam trzy dni na naukę, bo w poniedziałek wracam po tygodniowym urlopie do pracy.

Gdybym miała jeszcze z tego wykłady, a nie tylko ćwiczenia, może rozumiałabym coś więcej.
Gdybym miała więcej zapału do szukania regułek na francuskich stronach internetowych.
Gdyby moja mama nie miała operacji kilka dni po zaliczeniu, co uniemożliwiało mi skupienie.
Gdyby nie świeciło słońce, a jak już wiemy, słońce wpływa na mnie destrukcyjnie.

Cóż, w sesji letniej nie udało mi się tego zaliczyć. Warto dodać, że mam tylko dwa egzaminy w semestrze. Egzaminy stanowią podstawę średniej. Reszta to zaliczenia, które do średniej się nie liczą, co ma swoje plusy i minusy. W przypadku gramatyki opisowej jest to spory plus, bo nie chciałabym, żeby niechlubny „niedostateczny” obniżył moje wyniki i uniemożliwił tyle fajnych rzeczy, które można robić na studiach za dobrą średnią.

Jak na razie nauczyłam się jak są po francusku płuca, tchawica, krtań, gardło, struny głosowe i inne części les organes de la parole. Potem odkryłam, że nie mam 90% notatek, kserówek i definicji i skapitulowałam.

Dlaczego w pierwszym semestrze byłam takim przykładnym studentem, a w drugim tak bardzo mi się nie chciało, przez co musi mi się chcieć teraz?

Biorę od tego urlop. Jadę na szkolenie do Nasutowa na weekend i pouczę się wieczorami z przyjaciółką A., która wiernie komentuje tego bloga i jeszcze pożałuje tej propozycji.
Obudzę się w niedzielę w sztywnej, białej pościeli pachnącej Nasutowem, wezmę kąpiel w tej wannie, w której działo się już chyba wszystko, spojrzę na te miejsca, gdzie działy się najbardziej szalone rzeczy mojej nastoletniości i pożegnam „naście” w końcówce mojego wieku. A najważniejsze, że obudzę się w ten dzień koło M. i wszystko będzie na swoim miejscu. A ponoć przy trzydziestych urodzinach kobiety się załamują. Moje dwadzieścia również nie napawa mnie optymizmem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz