![]() |
| Źródło |
"Życie moje ukazało mi się w postaci rozgałęzionego drzewa figowego, tak jak w tamtym opowiadaniu. Na każdej gałęzi wisiała dojrzała, fioletowa figa, symbol jednej z czekających mnie w życiu szans. Reprezentowały męża, dom, dzieci, sławę poetki, wybitną karierę profesorską, karierę dziennikarską, Europę, Afrykę i Amerykę Południową, Konstantego, Sokratesa, Attylę i całe zastępy kochanków dziwnych imionach i niezwykłych zawodach. Jedna z fig reprezentowała złoty medal olimpijski za wioślarstwo. Na drzewie było jeszcze wiele dojrzałych owoców, których symboliki nie zdołałam odszyfrować. Wyobrażałam sobie, że siedzę na tym drzewie i umieram z głodu, ponieważ nie mogę w żaden sposób zdecydować się na to, którą figę zerwać. Miałam ochotę na wszystkie, na absolutnie każdą z tych fig z osobna, ale zerwanie jednej oznaczało automatycznie rezygnację z pozostałych, więc siedziałam, aż figi zaczęły się marszczyć, czernieć i jedna za drugą spadały na ziemię.”
- Sylvia Plath "Szklany klosz"
Nie wiem czego chcę. Nie wiem, którą figę zerwać. Na którego konia postawić w wyścigu o szczęście. Mam wrażenie, że siedzę pod tym drzewem i czekam, która figa spadnie, rozbije mi się na głowie, aż zachlapie całe ubranie i nie będę miała już odwrotu. Czekam na znaki. Nie umiem zdecydować. Próbuję racjonalizować. Nie podejmuję nowych wyzwań i staram się dopasować.
Nie wiem co zrobić z językiem, usta samoistnie układają się w dziubek, a ramiona drętwieją od braku przytulania. Ćpun na głodzie fizyczności. Zamykam ramiona udając, że w ten sposób ukryję się przed światem. Udaję, że to wszystko nie jest naprawdę. Wyobrażam sobie siebie w sytuacjach analogicznych do bieżących. Żyję tymi obrazami, które skutecznie odwracają moją uwagę od zastanej rzeczywistości.
Kiedy zasypiam słyszę kobiecy głos szepczący mi do ucha. Śni mi się to, czego nie zrobiłam, bo zabrakło mi czasu albo odwagi. Przeżywam w snach rozwiązania wszystkich problemów, codziennie w innym wydaniu. Rano już o nich nie pamiętam i muszę sama dochodzić do tego, jak ogarnąć świat dookoła.
Kiedy teoria spotyka się z praktyką muszę pilnować, by strach przed działaniem nie pozwolił mi na hipokryzję. Zmuszam się do działań zgodnych z własnym sumieniem. Nie są łatwe, nie pozwalają mi na bierność, muszę zużyć mnóstwo energii, by je uskutecznić, ale potrzeba bycia fair i życia w zgodzie z własnym słowem i przekonaniami jest silniejsza od wewnętrznej pasywności.
Czy siła polega na robieniu trudnych rzeczy bez wysiłku, czy robieniu ich pomimo przeciwności? Nie umiem zdecydować.

Zawsze, kiedy patrzysz na osoby, które za coś podziwiasz i zastanawiasz się jaki jest ich sekret? jaką mają sztuczkę, która pozwala im robić rzeczy tak zajebiste? - musisz uświadomić sobie, że żadnej sztuczki nie ma. Nie ma jakiegoś nieokiełznanego talentu, nie ma prostego, ale sekretnego przepisu, nie ma wiedzy, którą oni mają, a której tobie brakuje. Jest tylko i wyłącznie - ciężka praca. Tak ciężka, że tobie wydaje się niemożliwa, absurdalna, więc wykluczasz ją jako przyczynę zajebistości i dalej próbujesz dociekać tajemnych metod jej osiągnięcia.
OdpowiedzUsuńDruga osoba liczby pojedynczej jest tu oczywiście tylko pewną figurą stylistyczną.
Musisz podjąć w końcu tę decyzję, do czego dążysz. To najwyższa pora na określenie tego celu i chociaż będzie mnóstwo chwil zwątpienia, czy dobrze wybrałaś, to już sam fakt, że wybrałaś cokolwiek w ogóle jest połową sukcesu. Musisz mieć ten jeden cel i to naprawdę nieważne, czy w końcu okaże się lepszy czy gorszy niż te, które porzuciłaś, bo tylko wybierając jeden możesz w ogóle go osiągnąć. Wróbel w garści sto razy lepszy niż gołąb na dachu.
A później to już droga z górki, bo do realizacji tego celu wystarczy już tylko praca, praca, praca. Ale tu mówię poważnie, jeśli chcesz go osiągnąć na serio to musisz poświęcić mnóstwo czasu, który zwykle przeznaczałaś na coś innego. Musisz być kompletnie WYCZERPANA pod koniec dnia, wtedy będziesz mogła spać spokojnie, że zrobiłaś wszystko, co mogłaś. Twoje ciało i umysł będą podpowiadać ci, że to za duża cena, że nie warto tyle poświęcać, ale są w błędzie, bo łatwo zapominają, że wygoda życia jest naprawdę niczym w porównaniu do radości, jaką daje osiągnięcie celu choćby w małym stopniu.
I, co najważniejsze, będzie sryliard sytuacji, w których okaże się, że twoja dotychczasowa praca poszła na marne, że cel jest niemal równie daleko, jak na początku, a ty zrobiłaś już więcej, niż myślałaś, że potrafisz. I tutaj też musisz zdawać sobie sprawę z tego, że to jest coś, z czym borykali się wszyscy ludzie, których podziwiasz.
Praca, wytrwałość, praca, wytrwałość, brzmi strasznie banalnie, ale to jest właśnie ten sekret.
Zgadzam się z powyższą opinią Katarzyny i jestem w szoku, że tak się aż rozpisała :D
OdpowiedzUsuńW sumie to dziwne, że jeszcze do tej pory nie wiesz, co chcesz zrobić w życiu. Ja wiem, w sumie mam nawet całkiem ładnie ułożone, co będzie po studiach i w ogóle, kim chcę być za 10 lat. Gorzej z realizacją, czasem po prostu ręce opadają. Ale trzeba brnąć w to dalej, co prowadzi do prostej konkluzji - że siła polega na tej drugiej ewentualności, serio. Tak myślę.
Tu mi raczej nie chodziło o przyszłą karierę zawodową, bo wiem, do czego dążę - przynajmniej mniej więcej :). I staram się robić wszystko, bo to osiągnąć. Te figi miały symbolizować bardziej emocjonalne wybory.
UsuńA ja tak się rozpisałam, oddawaj piętnaście minut z mojego życia :O
UsuńAle to było bardzo motywujące i kopnęło mnie w dupę, by ciężej pracować nad swoim życiem, naprawdę!
UsuńMuszę przyznać, że ostatnio przeżywam podobne figowe rozterki. Z tym, że ni niedawna wydawało mi się, że, może nie dokładnie, ale chociaż mniej więcej wiem, do czego chcę dążyć, co osiągnąć i jakim sposobem. A teraz wszystkie te konstrukcje mi się sypią i ciągle zadaję sobie pytanie, czy to, co wydało mi się najważniejsze, FAKTYCZNIE jest dla mnie takie ważne? Czy nie straciłam może wielu lat dążąc do czegoś, co teraz nie ma dla mnie żadnej wartości?
OdpowiedzUsuńNo kręcę się w kółko.
Kiciputek ma rację, że najważniejsza jest praca, ale ta praca może być satysfakcjonująca wyłącznie wtedy, gdy prowadzi jakoś do tego obranego celu. I że trzeba się na coś zdecydować i że to wymaga odwagi.
Jeszcze się tu nie ujawniałam, więc wypada się przywitać :) Trafiłam do Ciebie przez Kiciputka właśnie, a do Kiciputka z kolei - przez Chatolandię. Chwilę już tutaj zaglądam, ale dziś dopiero natchnęło mnie do komentowania;)
Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę odwagi!
Dziękuję za słowa otuchy :).
UsuńJeżeli dążenie do tego sprawiało Ci szczęście i satysfakcję w trakcie drogi to czas na pewno nie jest stracony. Bo robiłaś to, co lubisz, rozwijałaś się, a plany zawsze można zmienić. I nie wiadomo, kiedy te umiejętności Ci się przydadzą.
Ja robię wszystko i robienie wszystkiego coraz bardziej zbiega się ku jednej drodze i jestem z tego bardzo dumna, że udaje mi się połączyć wszystkie swoje pasje :).
Życzę Ci znalezienia swojej drogi i pozdrawiam również!