piątek, 24 maja 2013

Sok pomarańczowy nie rozwiązuje problemów

Elwira z Mongolii

"Nie widziałam Cię już od miesiąca.
I nic. Jes­tem może bledsza,
Trochę śpiąca, trochę bar­dziej milcząca,
Lecz wi­dać można żyć bez po­wiet­rza."
 - Maria Pawlikowska - Jasnorzewska, z tomu Pocałunki

Podobno czas leczy rany, alkohol nie rozwiązuje problemów, chociaż sok pomarańczowy też nie. W sumie mi to już bez różnicy, czy w mojej szklance jest wódka, czy zwykła woda. Gdy jestem pijana nic się nie zmienia, a upijając się mimo wszystko liczę na jakąś odmienność, oderwanie się od rzeczywistości. Teraz nie ma różnicy - wciąż jestem tak samo wycofana, tak samo niezdolna do okazywania emocji, skoncentrowania się, a nawet podtrzymania zwykłej rozmowy. Mówię bez ładu, nie mogę pozbierać myśli, zawieszam się. Nieważne. Najważniejsze, by w papierośnicy znalazło się zawsze kilka papierosów, aparat się nie psuł, a laptop nie zamulał, gdy obrabiam zdjęcia. Bo robienie zdjęć i nauka obrabiania ich w programie innym niż Picasa to jedyne rzeczy, które aktualnie sprawiają, że w jakikolwiek sposób czuję, że żyję, że czas nie stoi w miejscu.

Podobno powinnam teraz wyznaczać sobie małe cele i szukać sensów życia. I chociaż kurczowo trzymałam się ich przez ostatni miesiąc, teraz przestało mi to pomagać. Już tak mi nie zależy, by pójść do klubu Pixel w Krakowie, już tak nie marzę o nowym aparacie, już nie planuję wakacji. I chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że jest rzeczywistość wokół mnie, którą muszę ogarnąć, ja wciąż stoję obok. Mam wrażenie, że to wszystko nie ma znaczenia - studia, praktyki, praca. Wskazówka odmierzająca sekundy wciąż zatacza koła, przesuwam czerwony kwadracik na kalendarzu, ale upływ czasu należy do innej rzeczywistości. Mój wewnętrzny zegar zatrzymał się w kwietniu, umarłam tam i to wszystko, co się dzieje, mnie nie dotyczy. Jestem swoim cieniem, a skoro nie jestem realna, to jak miałyby mnie dotyczyć takie banalne sprawy jak kolokwia i plan zajęć?

Podobno powinnam teraz starać się doświadczać szczęścia. Próbuję. Tworzę playlisty w Spotify o motywujących tytułach "idź do przodu", jeżdżę na rowerze, palę za dużo papierosów, czasem robię zdjęcia, maluję paznokcie i wychodzę ze znajomymi. I chociaż robię dużo, nie siedzę w domu, to wciąż czuję, jakbym tylko udawała. Jakbym tylko grała w kiepskim filmie, którego produkcja się przeciąga, a ja nie mogę wrócić do domu.

4 komentarze:

  1. powodzenia w szukaniu sensu:*
    przyjemnie się czyta to wszytko:)

    co robi tu Elwira??
    ścskam:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze ujęte, przed oczami stanęło mi ostatnie półtora roku. Z tym że ja się bardziej opierniczam i wpędzam w fobie społeczne :D

    OdpowiedzUsuń