niedziela, 19 maja 2013

Szczęście nie nadaje się do tłumaczenia

Z albumu "Paryżanie podczas okupacji" - Andre Zucca

"Pozytywne uczucia tworzą złą literaturę. (...) Szczęście nie nadaje się do tłumaczenia, (...) nieszczęście jest bardziej uchwytne, ponieważ z niego bierze początek podział na podmiot i przedmiot. Dlatego tak się wbija w pamięć i dlatego tak łatwo jest mówić o katastrofach."
- Julio Cortazar Gra w klasy

Twórca

 

Łatwiej mi pisać, kiedy jestem nieszczęśliwa. Tłumi się we mnie tyle emocji, że potrzebuję część z nich uwolnić w procesie tworzenia. Rzadko jestem zadowolona z efektu, ale nie o efekt chodzi, a o czynność. Mój umysł pochłania całkowicie dobieranie słów, faktur materiałów, kolorów farb czy fragmentów gazet, z których tworzę dziwne obrazy. W ten sposób wyrażam to, co mnie boli. Porządkuję myśli. Układam wspomnienia. Dochodzę do odpowiednich wniosków i rozwiązań. Czasem, kiedy wyjdzie mi z tego przypadkiem coś dobrego, pokazuję to światu. Ale w większości są to szkice do szuflady, które pozwalają mi pozbyć się emocji tkwiących w mojej głowie.

Jako twórcy chcemy oddziaływać na emocje innych, wywołać określoną reakcję. Zasmucić, rozśmieszyć, zmusić do refleksji. W przeciwieństwie do moich emocjonalnych notatek, każdy tekst powinien mieć jakiś cel i być konstruowany w taki sposób, by go osiągnąć, przy użyciu odpowiednich środków dla danej formy. W poezji będziemy używać sporo epitetów i metafor, w przypadku reportażu - rzeczowników opisujących jak najdokładniej rzeczywistość.

Odbiorca

 

Łatwiej utożsamiać się z cierpiącym, bo rzadko kto ma odwagę być szczęśliwym. Przestać tęsknić do rzeczy nieosiągalnych, wziąć los we własne ręce, by móc powiedzieć: "Tak, jestem zadowolona ze swojego życia". Życie doświadcza nas w podobny sposób. Przechodzimy przez te same etapy życia, napotykając analogiczne trudności. Strach przed brakiem akceptacji w szkole. Wątpliwości odnośnie wyboru przyszłości. Pierwsza miłość i pierwsze odrzucenie. W kulturze szukamy swoich sobowtórów, potwierdzenia tego, że nasze historie są powtarzalne i jesteśmy częścią społeczności przeżywającej podobne problemy. Dzięki temu znika poczucia wyobcowania i swoistego fatalizmu. Czujemy się normalni. I o ile nie mamy takiej potrzeby w przypadku zdarzeń, które nas cieszą, tak cierpienie jest dużo trudniejsze do zaakceptowania.

Między Bogiem a prawdą

 

Na podstawie powyższych stwierdzeń można wyciągnąć wnioski, że jedyną kulturą, która się sprzedaje, jest prezentująca powtarzalne cierpienie. I chociaż jest w tym ziarno prawdy, co można zaobserwować na podstawie bijących rekordy popularności komedii romantycznych, książek typu "50 twarzy Greya", tak, również na tych samych przykładach, obserwujemy ludzkie pragnienie happy end'u. Chcemy uzyskać potwierdzenie, że nasze cierpienie jest uzasadnione, nadać mu sens. Wierzyć, że pewnego dnia nasze problemy się rozwiążą, a nasz ból odejdzie. Te schematyczne historie pozwalają pogodzić się z zastaną rzeczywistością, ale przede wszystkim - dają nam nadzieję.

Kiedy jesteśmy szczęśliwi, nie mamy czasu ani potrzeby tego analizować. W przypadku nieszczęścia doszukujemy się nieustanne jego źródeł i sensu oraz gotowych rozwiązań a gdzie ich szukać, jak nie w kulturze?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz