Zawsze miałam pewne opory przed podróżowaniem autostopem. Głównie ze względu na strach przed porwaniem albo trafieniem na jakichś psycholi, którzy mnie zgwałcą, poćwiartują moje ciało i zakopią w okolicznym lesie. Media i popkultura codziennie karmią nas wizjami uprowadzeń młodych, naiwnych kobiet, więc moje obawy nie były bezzasadne. Ale kiedy ja siedziałam w domu i tęskniłam do przyjaciół mieszkających w innym mieście, oni stali przy drodze z profesjonalnymi tabliczkami i zwiedzali Polskę oraz Europę. Moja tablica na Facebooku jest zalana informacjami o kolejnych planach darmowych podróży i zdjęciami z tych już odbytych. I mimo że jestem uzależniona od adrenaliny, nigdy nie zdobyłam się na dłuższą podróż niż znad jezior na pojezierzu łęczyńsko - włodawskim do domu.
Odkąd jest mi tak bardzo wszystko jedno i próbuję nadać sens mojej egzystencji, przekraczanie strefy komfortu przychodzi mi dużo łatwiej, właściwie bez zastanowienia. Dlatego nie stresowałam się kiedy stałam na przystanku Fort Mogiła w Krakowie i machałam ręką z uniesionym kciukiem. Dlatego śmiałam się zamiast denerwować, kiedy jeden z kierowców wywiózł nas na autostradę, która nijak nie prowadziła na Lublin, a my nie negowałyśmy jego decyzji, bo, po pierwsze, był bardzo przystojny, a po drugie słuchał świetnej muzyki. Negatywne uczucia nie ogarnęły mnie również, kiedy kierowca, który wybawił nas z tego kłopotliwego miejsca, w którym się znalazłyśmy, w kółko opowiadał o uprowadzeniach podczas podróżowania autostopem. I kiedy facet, który w końcu nas zabrał do Lublina powiedział podczas wsiadania, że będzie nas to dużo kosztowało. Dobrze, że szybko zauważyłyśmy, że jest po prostu taksówkarzem.
Łapiąc stopa z Krakowa do Lublina poczułam się przez chwilę zupełnie wolna. Czas, rozkłady jazdy, terminy - to wszystko przestało mieć znaczenie. Cieszyłam się podróżą, a nie tylko perspektywą dotarcia do celu. Nie obchodziło mnie, o której dotrę. Nie miałam żadnego planu. Nie miałam żadnych oczekiwań. Wychodząc poza przyzwyczajenia, które zapewniały mi poczucie bezpieczeństwa podczas podróży, wyzbyłam się też stresu związanego z zawalenia wcześniej ustalonego planu. I, co wciąż jest dla mnie ogromnym zaskoczeniem, poczułam się z tym naprawdę dobrze.
Podsumowałyśmy naszą podróż w kilku zasadach:
Pierwsza (nadrzędna) kiedy łapiesz stopa zdejmij okulary. Zadziałało za każdym razem.
Druga kiedy stopa łapią dwie kobiety zatrzymują się tylko i wyłącznie faceci.
Trzecia zaopatrzenie się w mapę to nie jest głupi pomysł, szczególnie kiedy nie udaje Ci się złapać bezpośredniego samochodu do miejsca docelowego i zastanawiasz się, czy Stalowa Wola jest po drodze, czy nie bardzo.
Czwarta kiedy chcesz jechać po prostu do przodu nie warto zrażać kierowców tabliczką z napisem "Lublin". A najlepiej umieścić na niej jeszcze kilka dodatkowych miejscowości po drodze. Ale do tego trzeba je znać.
***
PS. Założyłam sobie tumblra - będę na nim publikować zdjęcia, które robię na zajęcia i nie tylko. W zakładce social umieściłam też odpowiedni znaczek. LINK
PS 2. 4 czerwca na Placu Marii Curie - Skłodowskiej o 16.20 odbędzie się wernisaż studentów mojej specjalizacji. Znajdą się tam też moje zdjęcia, więc zapraszam :).

stop to niesamowita sprawa. ja się teraz szykuję na coś dużego, prawdopodobnie za rok. :)
OdpowiedzUsuńa dokąd? Ja chyba jeszcze na coś dużego się nie odważę, muszę najpierw złapać skilla w jeżdżeniu po Polsce, ale przede mną wakacje, dam radę :D
Usuń