![]() |
| Są wszędzie. Małe domki, a w nich sklepy, zarówno w centrum miasta, jak i na obrzeżach. Dlaczego? |
Po dwóch wizytach w przeciągu miesiąca Kraków jawi mi się jako miejsce setek sklepów alkoholowych umieszczonych w najmniej spodziewanych miejscach, dosyć rzadko kursującej komunikacji miejskiej oraz zapiekanek na Kazimierzu, którym nie można się oprzeć pod presją otoczenia.
Głównym celem trzydniowej wycieczki była impreza urodzinowa mojej przyjaciółki oraz wizyta w MOCAK - u. Mniejszym - nauka obsługi nowej lustrzanki Elwiry. Mimo pierwszego dramatu jakim było nie zabranie instrukcji, trochę na czuja, trochę pamiętając obsługę innych lustrzanek, w końcu wyszłyśmy pozwiedzać i, jak przykładne turystki ze Wschodu, fotografować każdy napotkany obiekt, tym samym blokując ruch uliczny i wprawiając w konsternację fotografowanych.
![]() |
| fot. Elwira |
Udało nam się zrobić zaledwie kilka zdjęć królików, które opanowały okolice Zabłocia (mógłby mi ktoś wytłumaczyć o co z nimi chodzi?), zanim dotarłyśmy do muzeum. Chciałyśmy zrobić sobie zdjęcie w czarnej szybie stanowiącej ściany, ale w tym samym momencie aparat się rozładował i dalsze fotografowanie nie było już możliwe. Wydawało nam się, że nie będzie to takie straszne, ale kolejne półtorej godziny w muzeum i milion kadrów, które widziałyśmy oczami wyobraźni sprawiły, że bardzo mocno żałowałyśmy, że nie zadbałyśmy o odpowiedni stan akumulatora.
| fot. Elwira |
MOCAK - Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie - zaskoczył mnie mnogością ekspozycji i ich zróżnicowaniem. Na pierwszy rzut - najnowsza, mocno promowana wystawa "Ekonomia w sztuce", zwracająca uwagę na problemy finansowania sztuki i jej komercjalizację. Temat ciekawy i jak najbardziej na czasie, ale, w mojej ocenie, wystawa była przeładowana dziełami o podobnej wymowie. Biła z nich frustracja odnośnie aktualnego stanu rzeczy i jakaś niezdolność do zmiany. Miałam wrażenie, jakby artysta był rozpieszczonym dzieciakiem, który domaga się, by ktoś się nim zaopiekował, podczas gdy on będzie tworzył. I chociaż rozumiem, że ciężko wymagać od twórców stałych dochodów, kwestia weny, tworzenie dla siebie, sztuka dla sztuki, a nie dla hajsu i tak dalej - to z drugiej strony znam bardzo wiele osób, które potrafią sprzedać swój talent i robić przy tym to, co lubią. I nie narzekają na bycie niezrozumianym i zamkniętym w źle skonstruowanym systemie, tylko biorą w łapki ołówki, farby i rysiki tabletów i ciężko pracują.
| fot. Elwira |
Ktoś mi kiedyś powiedział - najlepszym sposobem na zwiedzanie nowego miasta jest kupienie biletu całodobowego i jeżdżenie, jeżdżenie i jeszcze raz jeżdżenie. I coś w tym jest. Bez mapy, bez nawigacji w telefonie (HTC, wróć do mnie), ze znikomą znajomością miasta, jeździłyśmy w kolejne miejsca dosyć spontanicznie. I za każdym razem wsiadałyśmy w dobry autobus i dojechałyśmy we właściwe miejsce. Chociaż nie zawsze była to świadoma decyzja.
| Tirem przez świat fot. Elwira |
Na podstawie moich kilku ostatnich wycieczek stwierdzam, że podróżowanie tradycyjnymi formami komunikacji jak bus, pociąg, czy autokar, strasznie znieczula orientację w terenie i ogólną znajomość miasta. Jadąc samochodem, czy na przednim siedzeniu tira dużo łatwiej mi było zapamiętać poszczególne etapy drogi Lublin - Kraków. Przez te trzy dni poznałam miasto i okolice lepiej, niż podczas licznych szkolnych i rodzinnych wycieczek.
Ciekawe, czy pewnego dnia będę czuła się w Krakowie jak u siebie, jeżeli dostanę się na drugi stopień studiów i zwiąże z nim swoją przyszłość?


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz