niedziela, 16 czerwca 2013
Próba walki ze stereotypami
Nocy Kultury ciąg dalszy.
W programie zauważyłam dwa interesujące punkty dziejące się na okrytej złą sławą Lubartowskiej - ulicy rzekomych alkoholików, dresów i wszelkich mętów społecznych, gdzie nawet dwunastolatek chodzi z nożem w kieszeni. Chciałam strasznie zobaczyć wystawę fundacji Teatrikon i przejechać się autobusem energii kursującym z Lubartowskiej na Zamojską. Podzieliłam się pomysłem z towarzyszkami wieczoru.
- Pojebało cię.
- Dlaczego? - chciała wiedzieć Marysia, która w Lublinie była raz podczas szkolnej wycieczki. Pokrótce została zapoznana ze wszystkimi stereotypami. Zaczęłam je namawiać, przekonywać, że na pewno jest tam dużo innych zwiedzających i nic nam się nie stanie. Po kilkudziesięciu minutach i kilku zaliczonych punktach programu osiągnęłam swój cel. Minęłyśmy Bramę Krakowską i zaczęłyśmy powoli schodzić w dół Lubartowską, w pewnym momencie przystając, by nakarmić raka.
Kamila włożyła do ust papierosa i zaczęła szukać w torebce zapalniczki. W tym momencie jakiś młody dumny posiadasz dresowych spodni wyrwał mojej przyjaciółce papierosa z ust i szybkim krokiem oddalił się w głąb ulicy.
Nie odwiedziłyśmy wystawy. I nie przejechałyśmy się autobusem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Hm. Bardzo lubię Lublin, ale nie wiedziałam, że można się tam spotkać z takim potraktowaniem... No cóż przynajmniej swojsko, w Łodzi jest podobnie <3 Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńTo tylko w niektórych dzielnicach, akurat miałyśmy wyjątkowego niefarta :D.
Usuń