piątek, 3 maja 2013

Miłość w czasach Spotify

Fot. ja

Czego najbardziej brakuje mi będąc w związku na odległość? Spontanicznych spotkań. Siedzenia na ławeczce przed blokiem i słuchania wspólnie muzyki do późnych godzin nocnych, nigdzie się nie spiesząc. Właśnie braku pośpiechu - delektowania się każdą chwilą w spokoju, bez nerwowego zerkania na zegarek. Teraz czas spotkań jest uzależniony od rozkładów jazdy ZTM, busów i szynobusów. I nie ma możliwości przedłużenia spotkania chociażby o dziesięć minut - wbrew pozorom pod względem punktualności komunikacja jest nieubłagana.

Oczywiście, jest Internet oraz są telefony, dzięki którym możemy komunikować się niemal nieustannie. I to robimy (no może nie nieustannie, ale dosyć często) - ale po kilkunastu miesiącach łatwo popaść w rutynę. Ważne, by się nie poddawać i szukać coraz kreatywniejszych sposobów na przekazywanie sobie emocji. Niestety, do "dyktafonów uczuć" jak w Stargate nam jeszcze daleko, ale współczesna technologia zbliża nas do nich coraz bardziej.

Spotify - aplikacja streamingowa do słuchania, szukania i porządkowania w playlisty muzyki. W wersji premium istnieje możliwość słuchania playlist offline na trzech urządzeniach - fajny sposób na posiadanie legalnej, bardzo dobrej jakościowo muzyki w niskiej cenie. 
Do tej pory razem z M. do dzielenia się muzyką używaliśmy YouTube, co wiązało się ze sporymi niedogodnościami. Mój laptop nie jest ultrabookiem, ale nie ma też kiepskich parametrów. Mimo tego filmiki lubią robić mi psikusy - czasem nie działają, przerywają w taki sposób, że nie da się słuchać całości, bynajmniej nie z powodu kiepskiego łącza. Playlisty są bardzo niewygodne - ładowanie kolejnych piosenek trwa bardzo długo i często zawiesza mi przeglądarkę. A używanie YouTube na smartfonie wiąże się z dużym obciążeniem baterii, niegasnącym ekranem i niemożliwością słuchania w tle.

Okej, ale jaki to ma związek z miłością?


Żyjemy w biegu. Ze słuchawkami na uszach w komunikacji miejskiej, w oczekiwaniu na autobus, bądź w kolejce do kasy w Lidlu. Mnóstwo mikro chwil, podczas których zabijamy nudę grając w gierki na telefonie, bądź po raz kolejny sprawdzając godzinę. W Spotify te mikro chwile wystarczą do stworzenia i udostępnienia playlisty drugiej osobie. A kto nie lubi sprawiać przyjemności ukochanej osobie?

Egzamin? Rocznica? Zwykły dzień pełen przemyśleń z ulubioną muzyką w tle? Wystarczy kliknąć "dodaj do playlisty", bądź w przypadku działań z poziomu komputera - przeciągnąć piosenkę na lewy pasek, gdzie umieszczone są nasze playlisty by skomponować własne, niepowtarzalne zestawienie muzyczne. Łatwo zastępuje to klasyczne składanki na płytach cd o wątpliwej legalności, które, jak w How i met your mother, mogą zostać wykorzystane do publicznych odtworzeń wraz z przejęciem mieszkania przez chińską restaurację

Playlisty można udostępniać każdemu, w każdym miejscu i o każdej porze. I, oczywiście, słuchać tych stworzonych przez znajomych, co bardzo ułatwia odkrywanie muzyki i dzielenie się nią z innymi. Czekam na coś takiego z filmami...

1 komentarz:

  1. "choć jesteście daleko od siebie, to nucicie te same piosenki" - spotify to dziejowy wynalazek :3

    OdpowiedzUsuń