poniedziałek, 5 listopada 2012

Luźne wrażenia z Rygi


Widok z hotelu Radisson 

Byliśmy w Rydze na wizycie studyjnej w ramach projektu „Platforma Dialogu”. To był mój trzeci raz w tym mieście, drugi raz bez M., pierwszy raz nie jadąc business klasą, tylko śpiąc na bagażach z tyłu wynajętego busa.
Tym razem nie miałam przyjemności zjeść w kebabie, nie widziałam lombardów na każdym kroku i nie byłam w hotelu Radisson, by wjechać na ostatnie piętro budynku i podziwiać panoramę Rygi z przeszklonej windy.

Ostatnim razem mieszkałam w Central Hostelu, który nie dość, że znajdował się w ścisłym centrum to na dodatek miał wspaniałą, rodzinną atmosferę i sprzyjał integracji grup międzynarodowych, dzięki kolorowym przestrzeniom salonu, kuchni i miejsca warsztatowego. Tym razem przyszło mi mieszkać w Days Hotel, który miał dużo wyższy standard, ale znajdował się piętnaście minut tramwajem od centrum. Zapomnijmy o nocnych, pieszych powrotach z klubu. Zapomnijmy o bliższym, pieszym poznaniu miasta, bo z perspektywy miejskich środków transportu ciężko poznać tajemnice kolejnych uliczek i przykłady sztuki ulicznej, a pod tym względem Ryga ma się czym szczycić.

Poznałam za to ludzi. Poznałam ludzi, którzy są inni ode mnie i jedną osobę, która świetnie rozumie mój sposób postrzegania świata i wyznaje podobne wartości. Poznałam ludzi, którzy nie boją się mówić tego co myślą, ale ich zachowania determinuje podświadomość i to, do czego nie przyznają się nawet przed samymi sobą. Poznałam ludzi zagubionych i ludzi, którzy myślą, że osiągnęli już wszystko, a młodość nie jest warta uśmiechu i popełniania jakichkolwiek błędów.

Brakowało mi jedynie osoby, która wzięłaby mnie za rękę. Kogoś, kto zaczarowałby to miasto, z kim przyczepiłabym kłódkę do mostu i kto wziąłby mnie w ramiona po kolejnym, zimnym dniu i zanucił coś do snu. Samotne podróże są beznadziejne, szczególnie mając świadomość, że każda poprzednia była w takim właśnie klimacie. Byłam tam tylko w połowie, bo połowa mnie była u M., więc wizytą też mogłam cieszyć się w połowie. Nie lubię cieszyć się samotnością, bo wolę cieszyć się czymś we dwoje. 

1 komentarz:

  1. no a niektórzy tutaj żyją w związkach na osiemnastofuntową odległość.
    lysia

    OdpowiedzUsuń