Widok z hotelu Radisson
Byliśmy w Rydze na wizycie studyjnej w ramach projektu „Platforma
Dialogu”. To był mój trzeci raz w tym mieście, drugi raz bez M., pierwszy raz
nie jadąc business klasą, tylko śpiąc na bagażach z tyłu wynajętego busa.
Tym razem nie miałam przyjemności zjeść w kebabie, nie
widziałam lombardów na każdym kroku i nie byłam w hotelu Radisson, by wjechać
na ostatnie piętro budynku i podziwiać panoramę Rygi z przeszklonej windy.
Ostatnim razem mieszkałam w Central Hostelu, który nie dość, że znajdował się w ścisłym centrum
to na dodatek miał wspaniałą, rodzinną atmosferę i sprzyjał integracji grup międzynarodowych,
dzięki kolorowym przestrzeniom salonu, kuchni i miejsca warsztatowego. Tym
razem przyszło mi mieszkać w Days Hotel, który miał dużo wyższy standard, ale
znajdował się piętnaście minut tramwajem od centrum. Zapomnijmy o nocnych,
pieszych powrotach z klubu. Zapomnijmy o bliższym, pieszym poznaniu miasta, bo
z perspektywy miejskich środków transportu ciężko poznać tajemnice kolejnych
uliczek i przykłady sztuki ulicznej, a pod tym względem Ryga ma się czym
szczycić.
Poznałam za to ludzi. Poznałam ludzi, którzy są inni ode
mnie i jedną osobę, która świetnie rozumie mój sposób postrzegania świata i
wyznaje podobne wartości. Poznałam ludzi, którzy nie boją się mówić tego co
myślą, ale ich zachowania determinuje podświadomość i to, do czego nie
przyznają się nawet przed samymi sobą. Poznałam ludzi zagubionych i ludzi,
którzy myślą, że osiągnęli już wszystko, a młodość nie jest warta uśmiechu i
popełniania jakichkolwiek błędów.
Brakowało mi jedynie osoby, która wzięłaby mnie za rękę. Kogoś,
kto zaczarowałby to miasto, z kim przyczepiłabym kłódkę do mostu i kto wziąłby
mnie w ramiona po kolejnym, zimnym dniu i zanucił coś do snu. Samotne podróże
są beznadziejne, szczególnie mając świadomość, że każda poprzednia była w takim
właśnie klimacie. Byłam tam tylko w połowie, bo połowa mnie była u M., więc
wizytą też mogłam cieszyć się w połowie. Nie lubię cieszyć się samotnością, bo
wolę cieszyć się czymś we dwoje.

no a niektórzy tutaj żyją w związkach na osiemnastofuntową odległość.
OdpowiedzUsuńlysia