Wczoraj obejrzałam "Zabawną Buzię" i zakochałam się w Audrey, w jej ekspresji, tańcu i mimice. W roli małej, naiwnej, narwanej mądrali z głową pełną marzeń.
Inaczej spojrzałam na rolę modelki. Zdaję sobie sprawę, że w prawdziwym świecie ta praca tak nie wygląda, ale miło wyobrażać sobie, że każda z nich zaczarowuje rzeczywistość wokół siebie i sesje są tak naprawdę świetną zabawą i podróżą w świat wyobraźni. Właśnie to chciałabym robić w życiu. Sprawiać, by inni ludzie się uśmiechali, by świat był piękniejszy chociaż w tej krótkiej chwili, kiedy odbiorca obcuje z moim dziełem. By tworzyć coś, co sprawia innym przyjemność, inspiruje do działania. Środek wyrazu nie ma dla mnie znaczenia - fotografia, film, słowo, dźwięk - za pomocą każdego można uchwycić magię chwili.
Oczarowała mnie jej naturalność i oczarował mnie Paryż. Oczarowało mnie jej podejście do życia i tłumaczenie swoich wyborów. "To nie jest sprzedaż wartości tylko droga do osiągnięcia celu". Wiele kobiet oddałoby wiele, by zostać "kobietą jakości", jakkolwiek głupio to nie brzmi, a ona zgodziła się na to, by posłuchać wykładu podziwianego filozofa. Wcześniej uciekając przed gromadką pracownic magazynu mody w różowych kostiumach.
Pewne rzeczy pozostają niezmienne. Film został nakręcony w 1957 roku. Z ust redaktorki naczelnej magazynu mody "Jakość" padają słowa "Nie możesz być zakochany. Należymy do świata mody. Jesteśmy zimni i nie mamy uczuć". Mało kto we współczesnym świecie parając się zawodami około medialnymi pozwala sobie na ciepły, rodzinny dom, mocny kręgosłup moralny i miłość. I marzenia, przede wszystkim marzenia. Bo czym innym jest stawianie sobie kolejnych celi i pokonywanie szczebli na drabinie kariery, a realizowanie prawdziwych marzeń, tych płynących z głębi serca.
Na koniec filmik idealnie podsumowujący klimat filmu. Nic dodać, nic ująć.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz