środa, 15 sierpnia 2012
Czego nie robić pierwszego dnia w pracy
Początki są trudne. Pierwszy dzień w szkole, na studiach, w nowej pracy może stresować i jest to całkowicie uzasadnione strachem przed nieznanym.
Mnie takie rzeczy niespecjalnie ruszają. Dzisiaj byłam ciekawa i trochę podekscytowana. W końcu był to pierwszy dzień w pracy takiej od ósmej do szesnastej, gdzie mam określony zakres rzeczy do zrobienia, a jak nie skończę to zostawiam sobie na następny dzień. I już wiem, dokładnie wiem, że nie mogłabym tak całe życie, nawet pół życia, ba, więcej niż ten miesiąc! Teraz doceniam fakt, że studiuję, co zwiększy moje szanse na znalezienie pracy na takich warunkach, jakie mi odpowiadają. Czyli zupełnie innych niż tutaj.
Krótki poradnik jak ułatwić sobie pierwszy dzień:
1) Nie należy dosłownie przejmować się zaleceniami ze strony przełożonych. Nikt nie chodzi w butach z twardymi noskami (chyba, że pracuje przy sprzęcie cięższym niż akcesoria łazienkowe), które przyprawiły mnie o niesamowity ból stóp i strasznie męczyły.
2) Nie należy dzień wcześniej spać do czternastej, usprawiedliwiając się "jutro wstaję rano do pracy". W efekcie spałam niecałe trzy godziny i w pracy byłam zombie.
3) Nie należy kupować wody, bo i tak nie bierze się jej ze sobą z szatni, a w pokoju socjalnym jest dozownik z zimną wodą.
4) Wszystko co jest potrzebne do pracy zostawić w bardzo widocznym miejscu przed wyjściem - schowałam przygotowaną dzień wcześniej kanapkę gdzieś między garnkami w lodówce i zapomniałam jej wziąć.
5) Kawa, kawa, kawa. Bądź inne ciepłe napoje.
Poczułam się trochę jak w liceum. Niby są jakieś zalecenia oraz przepisy (np. zmienne obuwie w szkole, zakaz zostawiania uczniów samych w klasie), ale tak naprawdę nikt ich nie przestrzega i jest to na pokaz. Odzwyczaiłam się od tego na studiach i teraz ciężko jest mi się przestawić, szczególnie, że kiedy mi na czymś zależy staram się wykonywać to jak najlepiej, w szczególności w pracy. Moja skrupulatność została nagrodzona bólem nóg i pragnieniem snu.
Spotkałam za to przemiłych ludzi, w szczególności płci męskiej, którzy wciąż się do mnie uśmiechali, pytali, o samopoczucie, czy w czymś mi pomóc, może coś przenieść. Wiedziałam, że nie jestem skazana tylko na siebie.
Nie rozumiem tylko jednego. Jak można nie rozumieć po co mi folia bąbelkowa?!
Tylko kierownik mnie zrozumiał i udzielił pozwolenia na zabranie ze sobą zapasu tego cudownego odstresowywacza.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Spodziewałam się od Ciebie akurat rad w stylu "nie kopać glanami pożyczonymi od najlepsiejszej przyjaciółki, których szukać musiała w zapajęczonej piwnicy jej zmęczona, ciężarna matka, w półki, bo wszystko pospada Ci na Twój wspaniały, pasujący do butów kolorem roboczy kask", ale się przeliczyłam. Zawiodłaś mnie, tak bardzo jestem zdziwiona, że nic Ci się nie złamało/spadło na łeb/zabiło jakąś małą część Ciebie. Nie wierzę, czekam z niecierpliwością na skręcone kolano dzięki 3-metrowej drabinie, chociaż Ci w sumie do tego nawet drabiny nie potrzeba, a jedynie czasem nawet gry w siatkówkę na betonowym boisku z ministrantami.
OdpowiedzUsuńKończę wynaturzenia, bo nie umiem tu pisać.
Cóż, pierwszego dnia baaaardzo się starałam niczego sobie nie zrobić, bo bardzo mi zależy, żeby zarobić pieniądze. Jeśli Cię to zadowoli potykałam się co chwilę w tych glanach i prawie spowodowałam upadek jednej z mydelniczek, ale na szczęście udało się zapobiec nieszczęściu. Dzięki temu już wiem, że noszenie glanów jest bardziej niebezpieczne niż ich noszenie.
Usuń