środa, 22 sierpnia 2012

Gdy nagle wszystko przestaje funkcjonować jak należy



Dziś był ten dzień. Dla większości kobiet oznacza to okres. Dla mnie świdrujący ból głowy, jakby ktoś jadł mój mózg.

Ból jest z prawej strony, na skroni i odrobinę niżej. Promieniuje na oko. Jest trochę taki jak od udaru słonecznego i trochę taki, jakby coś zaciskało mi się na mózgu. Pojawia się mniej więcej trzeciego dnia upałów. W lipcu przygważdżał mnie do łóżka i nie byłam w stanie się z niego podnieść przez cały dzień. Gdy zachodziło słońce szłam na spacer, by odetchnąć świeżym powietrzem, co pozytywnie wpływało na moją obolałą głowę.

Wszystko byłoby w porządku, dałoby się to znieść, gdyby nie to, że dzisiaj dopadł mnie w pracy. Razem z mdłościami. Do niczego się nie nadawałam, tak samo jak wczoraj. Czułam się z tym beznadziejnie, bardziej psychicznie niż fizycznie, bo czułam, że jestem kompletnie bezużyteczna. Siedziałam i kolejny raz ścierałam kurze z plastikowych opakowań różową szmatką nasączoną płynem do szyb. Wszyscy się ze mnie śmieją, że siedzę w kącie i bawię się folią bąbelkową. Cóż, trochę w tym prawdy jest, jak tylko wpadnie mi w ręce to się zachwycam i pykam, pykam, pykam. Ale to tak mimochodem, żeby się odstresować.

Pokonywanie własnych ograniczeń jest dowodem odwagi. Chciałabym być tak odważna, by pójść w końcu do lekarza i powiedzieć po raz kolejny "Boli mnie głowa, mam chore zatoki, proszę tym razem coś z tym zrobić, bo przy zmianach pogody nie mogę normalnie funkcjonować." Chciałabym by moje dni nie były uzależnione od tego, co się dzieje za oknem. Szczególnie w zimie, gdy czasem naprawdę muszę wyjść, a nie mogę, bo ból mnie paraliżuje. Byłam już u tylu lekarzy. Straciłam wiarę, że coś mi w końcu pomoże. Nie mam motywacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz